To tylko 5 minut

To tylko 5 minut

Zawsze wiedziałam, że o ile życie pozwoli, będę mieć więcej niż jedno dziecko. Sama mam dwójkę rodzeństwa, więc było to dla mnie oczywiste, że Piotruś nie będzie jedynakiem. Patrząc na relację, jaka tworzy się między chłopakami, nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie stworzyła ku temu okazji. Drugie dziecko to też szansa dla mnie, by spróbować jeszcze raz, mądrzejsza o nowe doświadczenia.

Piotrusia urodziłam w wieku 27 lat. Ni to dużo, ni to mało, w sumie nieistotne, bo macierzyński debiut w każdym wieku jest wyzwaniem. Gdy przypomnę sobie nasze początki, to aż ciarki przechodzą po plecach. To usypianie do późnych godzin nocnych z nieudanymi próbami odłożenia do łóżeczka. Te chwile załamania przy ząbkowaniu albo skokach rozwojowych. Każda „porażka” była powodem do frustracji. Z natury jestem perfekcjonistką, łatwo nie odpuszczam, więc miało być tak, jak sobie założyłam. A macierzyństwo niestety takie nie jest. Tu obowiązują zupełnie inne zasady. Dlatego z pierwszej rundy wyciągnęłam jedną, najważniejszą lekcję, która jest moim mottem w tym drugim rozdaniu:

To tylko 5 minut.

Pierwszy rok życia dziecka to dziesiątki kamieni milowych, skoków rozwojowych, nabywanych umiejętności, krótszych i dłuższych kryzysów. To nieprzespane noce, bujanie o czwartej nad ranem, lęk separacyjny i pierwsze zęby. Każdy kolejny przełom to wyzwanie nie tylko dla dziecka, ale i dla matki. A szczególnie dla jej psychiki regularnie wystawianej na ciężkie próby.

Tymczasem każdy z tych etapów to tylko 5 minut. To chwila w porównaniu z tym, ile dobrego przed nami. Jedyne, co można zrobić to zacisnąć zęby i przeczekać.

Nikt tak jak matka, w swym zmęczeniu, niewyspaniu, skumulowanej frustracji nie potrafi wyolbrzymić nawet najmniejszego problemu. Wydaje się czasem, że to nigdy się nie skończy, że dziecko nigdy nie zacznie przesypiać nocy, budzić się co godzinę, nie nauczy się korzystać z nocnika i jeść bez demolowania kuchni.

Ale to naprawdę tylko 5 minut.

Przeczytaj również:

Świat poczeka, ale czas już nie

To wszystko zaraz minie, a za rok, dwa nie będziesz o tym nawet pamiętać. Zamiast użalać się nad sobą, walczyć z życiem, płakać z bezsilności, udowadniać sobie i światu, że nic Cię nie pokona – odpuść. Bo to tylko 5 minut. Chwila, którą musisz przeżyć najlepiej, jak się da. Wyjść z tego obronną ręką. By potem pierwsze lata wspominać z błogim uśmiechem, a nie nerwowym tikiem w oku.

Teraz mam 31 lat. Minęły cztery lata i przerabiam wszystko jeszcze raz. Z większym spokojem, uważnością i przede wszystkim wyrozumiałością dla siebie. Nie oczekuję od siebie perfekcjonizmu. Odpuszczam, ile tylko się da. Robię to, co jest dobre nie tylko dla dziecka, ale i dla mnie. Bo mój syn potrzebuje mnie w tej najlepszej wersji. Potrzebuje moich ciepłych ramion, które będą kołysać go tak długo, jak tylko potrzeba.

Bo tak naprawdę to tylko 5 minut.

Jeszcze przyjdzie czas, kiedy znowu będę decydować o swoim planie dnia i o tym, kto śpi w naszym łóżku. Przyjdzie czas na 8 godzin pracy, głęboki, nieprzerwany sen i wieczory z lampką wina. Szybciej niż to się wydaje. Teraz jestem tu dla niego, a reszta świata musi się dostosować. Bo to tylko 5 minut, które chcę przeżyć jak najlepiej.

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Mama
Wyprawka Wojtusia - top 10
Wyprawka Wojtusia – top 10

Pokój już czeka na Wojtusia
Pokój już czeka na Wojtusia

Zamknij