Fajnie jest w domu z chorym dzieckiem

Fajnie jest z chorym dzieckiem w domu

Gdy Piotruś chorował poprzednim razem, któregoś poranka miałam taki przebłysk, że jest coś fajnego w tym, że przez kilka dni siedzi w domu. Nie jestem pewna, czy chodziło mi o coś z serii:

„tęsknię za nim, gdy go nie ma, a teraz mogę patrzeć w jego oczy, słuchać jego głosu i przez cały dzień cieszyć jego obecnością.”

czy też:

„nie muszę wstawać z budzikiem, brać szybkiego prysznica i pospieszać Piotrusia, by dotrzeć do przedszkola przed śniadaniem.”

Ale musi być jakiś plus tej sytuacji, no nie?

Znowuuu?

Piotruś znowu się przeziębił, niespodzianka. Dwa tygodnie spokoju, człowiek przyzwyczaił się do luksusu i na co mi to było. Znowu gluty, znowu wszystko klei się od syropów, znowu „mamooooo jeść, pić, słomkę, mleko z miódem, gluty, mamoooo pobaw się ze mną”, czyli jakże sprzyjające warunki do pracy i codziennego życiowego spełnienia. W swej naiwności stwierdzam, że trudno, popracuję w nocy, przecież to lubię. A potem budzę się o 2:30 w jego łóżku w pełnym umundurowaniu, bo znowu straciłam przytomność przy usypianiu. Życie.

Ale hej, przecież muszą być jakieś plusy tej sytuacji! W końcu zawsze jakieś są.

Fajnie jest z chorym dzieckiem w domu

Fajnie jest w domu z chorym dzieckiem

1. Zero pośpiechu

Gdy siedzisz z chorym dzieckiem w domu, nie musisz się spieszyć. Nie musisz się malować, nawet przebierać się z pidżamy nie musisz. Bo po co? I tak jesteś uziemiona. Twoje zawodowe obowiązki ustąpiły miejsca spełnianiu niezliczonych zachcianek chorego dziecka. Do tej roboty stroić się nie trzeba.

2. Luzik w pracy

Ten czas między 8:30 a 16, kiedy Piotruś jest w przedszkolu, płynie mi pod znakiem produktywności. Nie chcę tracić cennych godzin, więc staram się upchać w nie jak najwięcej zadań. A jak coś nie wypali, bo na przykład poczuję bardzo silną potrzebę obczajenia nowej kolekcji w Mohito, stacjonarnie oczywiście, to mam wyrzuty sumienia, że zmarnowałam dwie godziny życia. Gdy natomiast siedzę w domu z chorym dzieckiem, moja lista zadań magicznie się kurczy. Bo wiem, że bez sensu jest planować ambitnie, i tak połowa planów nie wypali. Zamiast za laptopa, w chwilach spokoju sięgam za książkę lub Netflixa. Pracę zostawiam na wieczór, a zaległościami będę martwić się później.

3. Czas bajek i przyjemności

Chorowanie z mojego dzieciństwa kojarzy mi się z leżeniem w łóżku i oglądaniu bajek przez cały dzień. Nie wiem, co się porobiło z tymi dziećmi, ale moje nie za bardzo chce leżeć, czy nawet siedzieć w jednym miejscu, o ile temperatura jego ciała nie dobija do 39 stopni. Ale przy odrobinie szczęścia maraton Psiego Patrolu okazuje się atrakcyjną propozycją. Chory jest, coś mu się od życia należy, no nie? ;)

Fajnie jest z chorym dzieckiem w domu

4. Małe przyjemności

Moje matczyne serce pęka na widok cierpiącego dziecka. Jakoś próbuję więc wynagrodzić mu to cierpienie i w chorobie pozwalam mu (i sobie) na małe przyjemności. Wydaje mi się, że to nawet ja potrzebuję większego pocieszenia. Seans bajek z popcornem w środku dnia? Czemu nie. Czekolada na osłodę? Zawsze!

5. Jesteś superbohaterem

W towarzystwie chorującego dziecka naprawdę niewiele trzeba, by u niego zaplusować. Wystarczy przytulić, pocałować, gdy coś boli, przynieść ciepła herbatkę, mleko z miodem, bajkę poczytać – i już jesteś oficjalnym superbohaterem. Fajnie jest czuć się niezastąpionym i tak bardzo potrzebnym, nawet gdy potrzeba pojawia się CO-PIĘĆ-MINUT.

Chorowanie jest słabe. Przychodzi zawsze w nieodpowiednim momencie, a w przypadku dziecka wali ze zdwojoną siłą. Ale nawet w beznadziei trzeba dostrzegać jakieś plusy, żeby zwyczajnie nie zwariować. Więc tak, fajnie jest w domu z chorym dzieckiem!
Zabrzmiało wystarczająco wiarygodnie? ?

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo
To, co w macierzyństwie najtrudniejsze
To, co w macierzyństwie najtrudniejsze

Robię to dla siebie
Robię to dla siebie

Zamknij