Przedszkolak mój mały

Przedszkolak mój mały

Radość miesza się ze strachem, stres nie daje spać w nocy, a natłok myśli nie pozwala skupić się na pracy. „Ciekawe co teraz robi. Ciekawe czy z kimś się bawi. Mam nadzieję, że nie płacze, Nie no, z uśmiechem tam pobiegł” – niby nie chcesz, a myśli ciągle krążą wokół drzwi przedszkola.


Łatwo jest mówić komuś: „Nie martw się, przecież się tam świetnie bawi, jest w dobrych rękach”. Ale trudniej wytłumaczyć to sobie, gdy to Twoje dziecko dumnym krokiem poszło do przedszkola. Nie jestem typem panikary, ale przyznam, że ten tydzień znoszę dość ciężko ;)

Przedszkole? Nieeeee!

Gdy Piotruś przyszedł na świat, wspólnie z mężem stwierdziliśmy, że nie będziemy go posyłać do przedszkola, a przynajmniej nie bardzo wcześnie. No bo ja pracuję w domu, to nie ma takiej potrzeby. Ale z roku na rok praca przy dziecku stawała się coraz trudniejsza do ogarnięcia, więc wizja tej wspaniałej placówki na stałe zagościła w naszych dyskusjach. I podjęliśmy decyzję, że po skończeniu 2.5 lat Piotruś zarzuci plecak na swe małe ramionka.

Odliczałam dni do 1-wszego września – z ciekawością, radością, ale też ogromnym stresem. Przez bite dwa miesiące temat przedszkola przewijał się w moich codziennych rozmowach z Piotrusiem, no bo cóż więcej mogłam zrobić, żeby zbudować mu radosną wizję tego miejsca. Peppa też chodzi do przedszkola, znów nam się przydała ;) I jakaż była moja radość, gdy dwa dni temu, w pierwszym dniu adaptacji, Piotruś z uśmiechem powędrował za ciocią Kasią do sali. Widziałam, że jest w dobrych rękach. Co nie znaczy, że się wyluzowałam, o nie. Razem z kilkoma mamami gapiłyśmy się w ekran monitoringu przez bite 2 godziny i czuwałyśmy przy oknie, gdy dzieci wyszły na dwór.

Przedszkole - Przedszkolak mój mały

1 września – początek nowego rozdziału

No i nadszedł ten dzień. Pierwszy września. Nie spodziewałam się, że ta data tak szybko będzie miała dla mnie szkolne znaczenie. Wstaliśmy rano, zaproponowałam Piotrusiowi śniadanie. „Nieeee, w psiećkolu zjem” – stwierdził. No to może siusiu? „Nieeee, w psiećkolu zlobię”. I tak oto przedszkole wchłonęło moje dziecko ;) Wziął dziś ze sobą swoją ukochaną foczkę. Zsiedliśmy z roweru i powiedział do niej dumnie:

Zobać foćko, tu jest moje psiećkole, choć, wsiśko ci pokazie!

W biegu zmieniłam mu buty, bo on już leciał do sali. Nie zdążyłam się nawet wzruszyć, bo jego już nie było.

I siedzę teraz w pustym domu, próbuję pracować, ale nie idzie. Dziwnie jest. Patrzę na zegarek, czekając, aż będzie 13-sta. Nie umiem jeszcze dzisiaj cieszyć się wolnością. Zacznę w poniedziałek ;)

Jestem dumna z Piotrusia, że tak dzielnie sobie radzi. Nie chwalę jeszcze dnia przed zachodem słońca, bo w poniedziałek może być różnie. Ale wydaje mi się, że wbrew temu, co inni mi mówili, będzie dobrze. Przestrzegali, że ciężko będzie nam to zrobić, bo Piotruś jest bardzo do mnie przywiązany. Trudno, żeby nie był. Ale sprawdza się chyba teoria rodzicielstwa bliskości, że gdy dziecko czuje się bezpieczne i kochane, jest wyprzytulane i wycałowane, to łatwiej rusza na podbój świata. Oby. Za to trzymajcie kciuki!

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo
Dlaczego fajnie jest mieć dziecko?
Dlaczego fajnie jest mieć dziecko?

Czasami jestem tą matką

Zamknij