Pamiątka po babci

Pamiątka po babci

W tym miesiącu mija pięć lat, odkąd odeszła moja babcia. Brakuje mi jej. Jej głosu, pierogów ruskich, śmiechu i nawet marudzenia. Na szczęście zostawiła po sobie piękną pamiątkę.

Pewnej zimy, chyba kilkanaście lat temu, babcia zaczęła pisać wiersze. Nie były to jakieś wzniosłe utwory. Ot, dwadzieścia dziewięć prostych wierszy o rodzinie, o rzeczywistości i przyrodzie. Przepisałam wtedy tę twórczość na komputerze i wydrukowałam. I ta jedna jedyna kopia leży do dziś u moich rodziców w domu.

Pamiątka po babci

Zawsze marzyło mi się, żeby te wiersze jakoś ładniej wydać, oprawić, tak, żeby nie przepadły. Zbierałam się do tego długo, myślałam, w jakiej formie to zrobić, odkładałam na później i w końcu postanowiłam, że piąta rocznica śmierci będzie idealnym momentem na uczczenie w ten sposób pamięci mojej babci. Chciałam jednak, żeby była to niespodzianka, szczególnie dla mojego taty – najmłodszego z ośmiorga jej dzieci. Nie mogłam więc poprosić rodziców o tę ich kopię wierszy, bo wszystko by się wysypało. A nie miałam też pojęcia, gdzie oni to trzymają. Więc przez bite PÓŁ ROKU, za każdym razem, gdy zostawałam na chwilę sama u nich w domu, zaglądałam to do jednej szuflady, to do drugiej, i nie mogłam tego znaleźć.

Pamiątka po babci

Zaczęłam tracić nadzieję i godziłam się powoli z faktem, że będę musiała wtajemniczyć mamę w mój plan. Dopiero przy okazji remontu, korzystając z ogólnego bałaganu, od niechcenia zajrzałam do jednej szafki w bibliotece. Była tam teczka, podpisana jako dokumenty z pracy. Otworzyłam ją i BAM!! Wiersze babci. No cud jakiś. Szybko zrobiłam zdjęcia, żeby ich stamtąd nie zabierać. I mogłam przejść do działania.

Datę oficjalnego wydania zaplanowałam na 25 września, wtedy dokładnie przypada rocznica i tego dnia miała być Msza za babcię. Pracę nad książką zaczęłam dwa tygodnie temu, jak tylko Piotruś poszedł do przedszkola, bo w końcu miałam na to czas. Wszystko zaplanowane, w połowie miesiąca chciałam wysłać projekt do druku, tak by spokojnie zdążyć. Ale 10 września okazało się, że Msza jest jednak zamówiona na 15-stego. Miałam tylko 5 dni, a książka stała na etapie przepisanych do inDesigna wierszy. A gdzie jeszcze korekta, wstęp, opracowanie, ilustracje… Nie było szans, żebym zdążyła. Zwątpiłam w sens tego przedsięwzięcia. Chciałam to znowu odłożyć.

Pamiątka po babci

Oszalałaś?

Układając leniwie w niedzielę wieczorem kolejność wierszy, oglądałam kątem oka vlogi ojca Szustaka. Cytatem wyjściowym 163 odcinka „Szustej rano” był:

„Nie oszalałeś. Po prostu budzisz się!”

Bardzo często, gdy ruszamy do jakiejś dawno planowanej rzeczy, przychodzą wątpliwości: „Czy ja przypadkiem nie oszalałam? Nie wygłupię się? Może nie powinnam tego robić? Na co ja się rzucam?”. Dotyczy to przede wszystkim przełomów życiowych, ale i jakichkolwiek innych przedsięwzięć. To naturalny strach przed niewiadomym. Zawsze pojawiają się wątpliwości, ale jeśli wiesz, że robisz coś, co jest dobre, co nie sprzeciwia się żadnym wartościom, miłości, Bóg by to pochwalił, to zrób to.

I to mnie ruszyło. Postanowiłam, że spróbuję wydać te wiersze na czas. Rodzina na pewno będzie wzruszona. Nie wiem jak, ale zrobię to, bo warto. Przysiadłam więc, włączyłam w słuchawkach Kenny’ego G, żeby wprowadzić się w nostalgiczny nastrój i wzięłam się do roboty. Pracowałam nad tym do późnej nocy i w poniedziałek rano wysłałam plik do druku. W czwartek, 14-stego września, trzymałam w rękach pięknie wydane tomiki wierszy mojej babci.

To dla babci

Wiersze chciałam wydać jak należy, profesjonalnie, książkowo, z numerem ISBN – bo na to zasługują. Nie jest to górnolotna poezja pokroju Tuwima czy Kochanowskiego, ale to najprawdziwsze wiersze mojej babci. Są wzruszające, zabawne, czasem z przekąsem – bo taka była babcia. I chcę, żeby leżały na półce jako najważniejsza pamiątka po niej.

Ludzie odchodzą. Ale to, jacy byli, zostaje na zawsze.

Wydałam je w małym formacie B6, na lekko nostalgicznym, kremowym papierze Munken Print Cream 115g, z okładką matową z soft touchem na papierze Munken Pure 300g. W środku umieściłam kilka kwiatowych ilustracji. Bez, piwonie… Babcia lubiła takie kwiaty. Wyszło wspaniale.

Ogromnie cieszę się, że udało mi się wykonać ten projekt do końca, na czas. Że nie zatrzymałam się, gdy pojawiły się trudności. Włożyłam w niego całe serce. Ba, płakałam, pisząc wstęp, bo chciałam w nim zachować cząstkę babci. To, jak ja ją pamiętam.
Zrobiłam to dla niej, żeby wiedziała, że pamiętamy. I dla nas, dla rodziny, żebyśmy nigdy nie zapomnieli.

„Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta” – Carlos Luis Zafón

Dzisiaj jest Msza za babcię i będę mogła dać rodzinie jej wiersze. Chcę, żeby pamięć o niej była wciąż żywa. Żeby w ten dzień rodzina pomyślała o babci trochę bardziej. I cieszę się, że mogę to dla niej zrobić.

Pamiątka po babci

P.S. Rodzino tu zaglądająca, jeśli chcecie dostać egzemplarz wierszy, dajcie znać – podrzucę lub podeślę :)

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Prywatnie
2 lata, a pamiętam jakby to było wczoraj
Dwa lata, a pamiętam jakby to było wczoraj

Święta w naszym domu
Święta w naszym domu

Zamknij