Nocne życie szalone inaczej

Kiedyś, parę lat temu, gdy jeszcze nosiłam indeks w torebce, noce bywały upojne, długie i szalone, a sen wydawał się niepotrzebny. Nie zawsze dało się przewidzieć, czy wieczór spędzę sama, w miłym towarzystwie, w domu, na warszawskiej Starówce, na trzeźwo, czy też niekoniecznie. Uwielbiałam tę spontaniczność, nocne powroty przez Dworzec Centralny i wschody słońca na Starym Mieście.


Łapię się czasem na tym, że tęsknię za tamtym życiem. Że poszalałabym tak raz jeszcze. Z przyjaciółmi. Bez większych zobowiązań. Posiedzielibyśmy do późna w „Emilu”, zaliczyli kolejkę w „Przekąskach Zakąskach” i spacerowali do rana, rozmawiając o życiu, o wszystkim i o niczym.

Bywały i noce szalone inaczej. Zawsze uwielbiałam pracować, gdy miasto śpi. Ten spokój, cisza, brak pośpiechu, tylko ja, komputer i kreatywne wyzwania. Mogłam wysyłać do ludzi maile ze świadomością, że za kwadrans nie odpiszą z poprawkami. Bywało, że co drugą noc spędzałam właśnie w ten sposób, mogłam tak tygodniami. Mój umysł wskakiwał na zupełnie inne obroty na nocnej zmianie.

A teraz?

Teraz każdą zarwaną noc odsypiam przez tydzień. Często próbuję, naprawdę próbuję pracować do rana, ale o drugiej już ledwo patrzę na oczy. Albo Piotruś budzi się koło północy i pozamiatane. Zasypiam przy nim zanim zdążę pomyśleć o tym, że światło zostawiłam w biurze zapalone, a muzyka w słuchawkach cały czas gra.

Ale tak jak kiedyś, zdarza mi się iść spać w ubraniu, w pełnym makijażu, nie pamiętając rano co się stało i czemu okulary mam na twarzy. Tylko powody trochę się zmieniły. I mimo że budzę się bez kaca, to też trudno złapać kontakt z rzeczywistością.

nocne_zycie2

Zmieniło się.

Szaleństwa sobotniej nocy zamieniłam na celebrację spokojnych wieczorów. Doceniam to co mam i umiem cieszyć się kilkoma godzinami pracy czy relaksu. Lampka/butelka (niepotrzebne skreślić) wina i dobra muzyka przy pracy jest nową definicją mojego szaleństwa.

I tak jest fajnie.

Coś musiało się skończyć, żeby coś mogło się zacząć. Żebym mogła wskoczyć na inny poziom.

Starzeję się, coraz bliżej mi do magicznej trzydziestki, stąd chyba te refleksje ;) Ale wiem, że gdzieś tam w środku, ja tam cały czas jestem. Kondycja już może nie ta, dwuipółletnia abstynencja też swoje zrobiła, ale dawna Ewa jeszcze czasem musi się odezwać. I mimo że potem cierpię, to od czasu do czasu pracuję po nocy. Bo tak bardzo to lubię. Satysfakcja i radość z nieprzerwanej pracy do piątej rano bywa większa niż z nocy całkowicie przespanej. Bo spać to każdy potrafi ;)

I zabawić się też lubię. Od wielkiego dzwonu, ale tym bardziej to doceniam i cieszę się takimi wieczorami. Kiedy można poczuć się jak dawniej. Gdy problemów było mniej, a życie miało mniejsze wymagania.

Lata lecą, życie się zmienia, ale każdy z tych etapów jest piękny. O ile umiemy czerpać z niego najwięcej jak się tylko da. Szaleństwa panny Ewy ustąpiły miejsca pani Ewie, nie mogło być inaczej. Co nie znaczy, że przestała być szalona. Bo nadal jest. Tylko trochę inaczej… ;)

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Prywatnie
Wakacje nie do końca idealne
Wakacje nie do końca idealne

Tatą być
Tatą być

Zamknij