Lubię spędzać czas w swoim towarzystwie

Za każdym razem, gdy napiszę na Facebooku o tym, jak fajne są chwile bez dziecka, pojawia się przynajmniej jedna mama z komentarzem w stylu „a ja kocham każdą chwilę spędzoną z moim dzieckiem”. Ja też. Ale chwile bez niego też uwielbiam!


Każda mama jest nie tylko mamą. Jest przede wszystkim kobietą, z reguły żoną/partnerką, przyjaciółką, często pracownikiem albo businesswoman. Matka to tylko jedna, arcyważna i bardzo piękna, ale jednak jedna z wielu ról. Czasem można, a nawet trzeba, dać dojść do głosu tym pozostałym.

Uwielbiam czas spędzony z moim synkiem. Lubię się z nim bawić, malować, lubię, gdy „pomaga” mi gotować, sprzątać. Lubię uczyć go nowych rzeczy i patrzeć, jak sam radzi sobie z wyzwaniami. Lubię z nim rozmawiać, wygłupiać się i śmiać.

Ale odważę się przyznać, że bez niego też jest fajnie.

Wieczorne czytanie książki, w spokoju, z lampką wina, spokojną muzyką w tle jest przyjemniejsze niż zerkanie kilka razy na tę samą linijkę, pilnując jednocześnie biegającego dziecka i gubiąc w tym czasie wątek.

Powolne spacery między sklepowymi alejkami, przymierzanie naręcza ciuchów bez konieczności wbijania się z wózkiem do przymierzalni lub gonienia dziecka po sklepie w założonej jednej nogawce spodni też ma swój urok.

Przy Piotrusiu da się pracować, ale zupełnie inną jakość i produktywność osiągam, gdy nie ma go w promieniu kilku metrów ode mnie.

Lubię spędzać czas w swoim towarzystwie

I tak. Tęsknię za nim już po kwadransie samotnych zakupów, co skutkuje wylądowaniem w dziale dziecięcym, by wynagrodzić mu/sobie tę rozłąkę.

Myślę o nim, gdy jest u babci, a ja pracuję w samotności albo jadę załatwiać interesy do Warszawy.

Nasłuchuję, czy na pewno śpi, gdy zdarzy mi się wolny wieczór i mogę wreszcie spokojnie poczytać.

Ale cholera, lubię ten czas sam na sam ze sobą. Gorącą kąpiel zamiast szybkiego prysznica i trzy odcinki serialu z rzędu. Lubię wyjść na piwo ze znajomymi. Lubię zwyczajnie leżeć i nic nie robić, bez dziecka skaczącego mi po głowie. Lubię iść po zakupy i kupić wszystko, co zaplanowałam, mogąc się wreszcie skupić. Lubię zniknąć na pół godziny w przymierzalni i zakładać po kilka razy te same ciuchy. Lubię jechać w samotności samochodem, nie trzymając palca na przycisku od szyby, walcząc z dzieckiem, które chce poczuć wiatr we włosach (w moim samochodzie nie ma blokady rodzicielskiej). Lubię poszaleć na zumbie i doznać wyczerpania fizycznego w innym kontekście niż codzienne zmagania ze zbuntowanym niespełna dwulatkiem.

Lubię to i nie będę udawać super-hiper-arcycudownej matki, która duszę sprzedała za swoje macierzyństwo.

Jestem mamą. Kocham to.

Ale jestem też sobą.

Lubię od czasu do czasu zaznać tej „wolności” z poprzedniego życia. Bo dawna JA to nie jest jeszcze zamknięty rozdział. Macierzyństwo to jego podrozdział. Najważniejszy, ale zostawiający miejsce na poboczne wątki.

Dlatego pozwalam sobie na radość z małych przyjemności. Nie potrzebuję mieć ich dużo, ale takie chwile od czasu do czasu sprawiają, że jeszcze bardziej dostrzegam i doceniam uroki macierzyństwa.

Bo ja, to nadal ta sama ja.

I lubię spędzać czas w swoim towarzystwie.

Lubię spędzać czas w swoim towarzystwie

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo
Matko, zaufaj swojej intuicji
Matko, zaufaj swojej intuicji

Czego uczy Świnka Peppa?
Czego uczy Świnka Peppa?

Zamknij