Znaczenie wdzięczności

Magia wdzięczności

Na studiach inżynierskich miałam wykłady z Matematyki Dyskretnej z profesorem Ameljańczykiem. Był to pan w średnim wieku, generał dywizji Wojska Polskiego z szeregiem tytułów przed nazwiskiem. Przedmiot jako taki do fascynujących nie należał, większość studentów, jeśli już pofatygowała się na wykład, nadrabiała zaległości w spaniu, lekturze lub Facebooku.


Ale było coś w tym połączeniu matematyki dyskretnej i tegoż profesora, co sprawiało, że ów przedmiot był jednym z moich ulubionych. Ba, on mnie nawet fascynował. Gdy inni spali, ja chłonęłam każde słowo płynące z ust wykładowcy. Z zamiłowaniem kreśliłam wykresy, grafy i wzorem rekurencyjnym obliczałam wartość współczynnika dwumianowego Newtona. W sposobie prowadzenia przez profesora zajęć czułam pasję, a to zawsze do mnie trafia.

Przedmiot zakończyłam szóstką z egzaminu. Pomyślałam więc, że wykładowcy będzie miło, gdy ktoś doceni jego wysiłek. Napisałam więc do niego e-maila z podziękowaniem za wykłady, przekazanie wiedzy i sposób, w jaki prowadził zajęcia. Nie liczyłam na odpowiedź, chciałam po prostu, żeby wiedział, że ktoś z tego śpiącego tłumu go słuchał. Profesor odpisał, że bardzo mu miło, że się niezmiernie cieszy i zaprasza pod swoje skrzydła przy pisaniu pracy inżynierskiej. Moja miłość do indukcji matematycznej nie była jednak na tyle płomienna, żeby uczynić ją tematem mojej pracy dyplomowej, więc nasze drogi się rozeszły ;)

Gdy urodziłam Piotrusia, mojego małego cycocholika, przez pierwsze tygodnie większość dnia zajmowało mi karmienie, usypianie albo noszenie dziecka w chuście. Zdarzało się więc, że do furtki dzwonił listonosz, a ja nie mogłam mu otworzyć, bo siedziałam akurat z cyckami na wierzchu i przysypiającym dzieckiem, którego uśpienie było dla mnie ważniejsze niż listonosz u mych drzwi. Wtedy on zanosił moje przesyłki do sąsiadki. Sąsiadka jest emerytką, bardzo sympatyczną, i prawie zawsze jest w domu, więc bez problemu odbierała moje paczki. Mnie jednak było głupio, że sama musi wychodzić co drugi dzień do listonosza, na śnieg, ziąb, tylko po to, żeby odebrać paczkę sąsiadki. Aby choć trochę się odwdzięczyć, przed Wielkanocą poszłam do niej i wręczyłam jej kartkę z życzeniami i opakowanie Ptasiego Mleczka, żeby tak symbolicznie podziękować. W końcu nie musiała.

Na swojej drodze spotykasz masę przypadkowych ludzi. Czasem Wasze drogi splatają się na dłużej, a nieraz krzyżują się tylko na chwilę. Jednak każda z tych relacji może mieć mniejszy lub większy wpływ na Twoje życie. Z pozoru nic nieznaczące spotkanie może okazać się dla Ciebie lub drugiej osoby inspiracją, pomocą albo zwykłym powodem do uśmiechu. Wdzięczność ma to do siebie, że doceniając drugiego człowieka, sama poczujesz się lepiej.

Życzliwość wraca. Im więcej dajesz, tym więcej otrzymasz jej w zamian. Dlatego nie skupiaj się na sobie, tylko na tym, co inni wnoszą w Twoje życie. Gdyby każdy umiał doceniać te małe gesty życzliwości, zamiast oczekiwać czegoś od innych, wszystkim żyłoby się lepiej.

Twoje „dziękuję” może sprawić, że ktoś wreszcie poczuje się potrzebny. Że to, co robi, ma sens. Podziękuj kasjerce za to, że spakowała Twoje zakupy do reklamówki, umieszczając rzeczy spożywcze i chemię w osobnych siatkach. Mrugnij światłami kierowcy, który wpuścił Cię przed siebie, bo zapomniałaś, że chcesz skręcić. Zostaw bilecik mężowi z podziękowaniem za zatankowanie samochodu albo (mrrauuuu) miły wieczór ;) Przypomnij sobie o swojej ulubionej nauczycielce od polskiego z podstawówki i wyślij jej życzenia na Dzień Nauczyciela. Podziękuj jej za to, że zaszczepiła w Tobie miłość do czytania.

Wdzięczność. To tak niedużo, a znaczy tak wiele.

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Rozwój
Podcasty, których słucham regularnie

Wdaj się w romans
Wdaj się w romans

Zamknij