Perłowe Dziewczyny #6: Wywiad z Ewą Podsiadły-Natorską

Perłowe Dziewczyny #6: Wywiad z Ewą Podsiadły-Natorską

Nie jest łatwo napisać powieść, wydać ją bez znajomości w świecie wydawniczym i sprzedać z sukcesem. Ale da się. Dowiodła tego Ewa Podsiadły-Natorska, autorka powieści „Błękitne Dziewczyny” (recenzja) i „Nie omijaj szczęścia”. Cztery miesiące temu Ewa została mamą. Jednak mimo lekkiego chaosu organizacyjnego, pracuje już nad trzecią częścią serii.

Wywiad z Ewą Podsiadły-Natorską

Ewa Podsiadły-Natorska to pisarka, która nie boi się podążać za swoimi marzeniami. Pisze od zawsze, a dzięki odwadze i samozaparciu uczyniła z tego źródło utrzymania. O tym, czy trudno było wydać debiutancką powieść i jak to jest być pisarką z małym dzieckiem u boku, przeczytacie w poniższym wywiadzie.

Ewa Podsiadły-Natorska

Czy od zawsze wiedziałaś, że chcesz być pisarką?

Tak, od zawsze. Jako dziecko miała bardzo szerokie zainteresowania. Pamiętam, że gdy ktoś pytał mnie, kim chcę zostać w przyszłości, odpowiadałam: „Pisarką, piosenkarką, dziennikarką, farmaceutką, architektem, nauczycielką, notariuszem…” Dokładnie w takiej kolejności! Pisarka zawsze była na samej górze. Dziennikarka też była wysoko. I widzisz, marzenia naprawdę się spełniają! ;-) Pisanie towarzyszy mi przez całe życie. Ale choć samo pisanie jest super, to największą frajdą jest mieć czytelników.

Niedawno zostałaś mamą. Czy udaje Ci się znaleźć czasem chwilę na pisanie, czy książki na razie odeszły na drugi plan?

Zadajesz mi to pytanie w ciekawym momencie, bo moje dziecko skończyło cztery miesiące, a ja właśnie zaczęłam pisać nową książkę! To rzecz zupełnie inna niż dwie moje poprzednie powieści, ale nie zmieniło się to, że wciąż piszę o kobietach. Nie da się ukryć, że teraz czasu na pisanie mam dużo mniej niż kiedyś. Obie części „Błękitnych Dziewczyn” naskrobałam przy kuchennym stole. Teraz siedzę przy łóżeczku synka z laptopem na podłokietniku kanapy i choć mąż mówi, żebym poszła sobie popisać do kuchni, to jakoś nie potrafię ;-). Wiesz, początki macierzyństwa były najtrudniejsze. Wydawało mi się, że chyba już nigdy nic nie napiszę! W porównaniu z pierwszymi tygodniami teraz jest bajka. I piszę dalej, choć nierzadko z synkiem pod pachą. Nawet zaczęłam pisać bloga parentingowego! Zapraszam: matkabezprzerwy.blogspot.com.

Początki macierzyństwa były najtrudniejsze. Wydawało mi się, że chyba już nigdy nic nie napiszę! W porównaniu z pierwszymi tygodniami teraz jest bajka. I piszę dalej, choć nierzadko z synkiem pod pachą.

Nie wątpię, że lekko nie jest :) W zeszłym roku wyszła Twoja debiutancka powieść „Błękitne Dziewczyny”. Jak wyglądała droga od napisania do wydania tej książki? Czy spotkałaś na niej jakieś większe trudności?

W zasadzie nie ma w tym żadnej tajemnicy. Napisałam powieść, dopracowałam, wysłałam do paru wydawnictw i z jednego dostałam odpowiedź, że książka się spodobała i zostanie wydana. Pewnie sobie wyobrażasz, co wtedy czułam… Trudno więc mówić mi o trudnościach – w przypadku „Błękitnych Dziewczyn” wystarczyły trzy miesiące cierpliwości, żeby dostać pozytywną odpowiedź. Ale to nie zawsze jest takie proste. Mój redaktor powiedział mi, że ma w skrzynce… tysiąc nieodebranych maili z propozycjami wydawniczymi! Nie ma więc mowy, żeby zajrzał do wszystkich. Na pewno przyda się w tym przypadku trochę szczęścia.

Wow. To rzeczywiście miałaś szczęście, że trafił akurat na Twoją książkę! W jakim nakładzie ukazała się pierwsza powieść?

Nie mogę zdradzić, tajemnica wydawnicza ;-). W każdym pierwszy nakład objął kilka tysięcy egzemplarzy.

Ewa Podsiadły-Natorska

Z tego co obserwowałam, „Błękitne Dziewczyny” zostały bardzo miło przyjęte. Czy spodziewałaś się takiego sukcesu?

To prawda, dostałam mnóstwo cudownych, nierzadko bardzo osobistych wiadomości od czytelniczek. Nie ma, naprawdę nie ma piękniejszej nagrody dla pisarza. Pamiętam, że zanim „Błękitne” się ukazały, mówiłam, że ucieszy mnie nawet jeden sprzedany egzemplarz. Bo to będzie oznaczało, że ktoś wydał ciężko zarobione pieniądze na moją powieść. Moją! I jeszcze miał ochotę przeczytać to, co napisałam. Sprzedało się dużo więcej. Nie wiem, czy się tego spodziewałam, ale na pewno o tym marzyłam.

Pamiętam, że zanim „Błękitne” się ukazały, mówiłam, że ucieszy mnie nawet jeden sprzedany egzemplarz. Bo to będzie oznaczało, że ktoś wydał ciężko zarobione pieniądze na moją powieść. Moją!

Cudownie, marzenia rzeczywiście się spełniają. Niedawno ukazała się druga część serii – „Nie omijaj szczęścia”. Czy w planach jest dalsza kontynuacja przygód Kai Redo?

Tak, trzecia część się pisze. Mogę zdradzić, że trzecia część powstała już w połowie, ale musiałam odłożyć pracę na bok, bo w międzyczasie urodziłam synka.

Już nie mogę się doczekać! :) Czy oprócz pisania zajmujesz się jeszcze czymś zawodowo, czy jest to Twoje źródło utrzymania?

Żyję z pisania! Czyli robię to, co chciałam robić od zawsze. Jestem dziennikarką, z mężem prowadzimy agencję medialną REMEDIA. Nasze artykuły ukazują się w ogólnopolskich serwisach internetowych, m.in. w Wirtualnej Polsce i w Papilocie. Współpracujemy jeszcze z innymi magazynami, np. medycznymi. Założyłam też radomski portal dla pań eradomianki.pl. Poza tym marzy mi się kameralna kawiarenka… W ogóle interesuje mnie biznes i mam głowę pełną pomysłów. Zwłaszcza na kolejne książki.

Ewa Podsiadły-Natorska

Zapracowana z Ciebie mama-pisarka! A jaką radę dałabyś dziewczynom, które również marzą o karierze pisarki?

Dziewczyny, piszcie! Trzeba pisać jak najwięcej, szlifować warsztat, ćwiczyć. Ale też trzeba dużo czytać. Stephen King powiedział, że osoba z ambicjami literackimi powinna pisać minimum przez cztery godziny dziennie i czytać minimum przez cztery godziny dziennie. Poza tym trzeba być systematycznym, autentycznym, wkładać w pisanie serce. Nie można kopiować innych autorów. Nie ulegajcie modzie. I nie wierzcie, że w Polsce wydawane są tylko książki celebrytów oraz po znajomości. To nieprawda. Już mówiłam, że marzenia naprawdę się spełniają.

Stephen King powiedział, że osoba z ambicjami literackimi powinna pisać minimum przez cztery godziny dziennie i czytać minimum przez cztery godziny dziennie.

Dziękuję bardzo za rozmowę i czekam na Twoje kolejne książki! :)

Zapraszam do śledzenia poczynań Ewy Podsiadły-Natorskiej:

Social Media:    

Zapraszam również na Facebookowy profil „Szczęśliwe Polki” inspirowany książką „Błękitne Dziewczyny” i zachęcam do wysyłania swoich zdjęć z kartką :)

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Wywiady
Perłowy chłopak #5
Perłowy chłopak #5: Wywiad z Łukaszem Socha – Racy Mind

Perłowe Dziewczyny #4: Wywiad z Karoliną Kościelniak – HAN GER

Zamknij