Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Jako blogerka, szczególnie parentingowa, powinnam podczas urlopu pozdrawiać Was z leżaka nad basenem w jakichś ciepłych krajach, pisząc, jak miło spędziłam czas i jak bardzo zbliżyły nas te wczasy do siebie jako rodziny, o ile oczywiście da się zbliżyć jeszcze bardziej.


Tymczasem spędziliśmy jedynie 6 dni w Bieszczadach, z czego przez 4 dni padało, mąż momentami irytował mnie jak co dzień, a Piotruś chwilami doprowadzał do szału bardziej niż ma to w zwyczaju. Ot, załączył mu się taki wakacyjny tryb ;)

Bieszczady to jeden z naszych ulubionych zakątków Polski. Zawsze jeździmy do Polańczyka, ale tym razem chcieliśmy być blisko szlaków, więc padło na Ustrzyki Górne. Pogoda postanowiła jednak wyśmiać nasze plany i na włóczenie się po górach mieliśmy tylko jeden słoneczny dzień. W pozostałe dni szukaliśmy innych atrakcji: przejechaliśmy się Bieszczadzką Kolejką Leśną, jak zwykle zaliczyliśmy rejs po Solinie, jeździliśmy do okolicznych miejscowości (Solina, Polańczyk, Lutowiska, Ustrzyki Dolne), bo atrakcje Ustrzyk Górnych można zmieścić na jednym 10-sekundowym snapie. Nawet nie ma gdzie pospacerować wieczorem z dzieckiem, bo chodnik ma jakieś 500 metrów długości i koniec.

Wakacje nie do końca idealne

Dość późno wzięliśmy się za szukanie kwatery, a raczej robił to mój mąż, bo ja nienawidzę tego robić. Oferta wolnych pokoi była już mocno ograniczona i wzięliśmy ostatni wolny pokój w Zajeździe pod Caryńską. Byliśmy tam kiedyś na szarlotce, skojarzenia dobre, więc pojechaliśmy na pewniaka. Okazało się, że pokój jest mniejszy, niż wydawał się na zdjęciach. W sumie, to gołębie mojego taty mają u siebie więcej miejsca. I mają większe okno niż to, które mieliśmy. Lubię przestrzeń, w małych pomieszczeniach mam klaustrofobię, a w nocy śniło mi się, że się duszę. Jak uprałam w sobotę poplamioną bluzę Piotrusia, to wyschła w środę. Standard pokoju, jak całego hotelu, jest rewelacyjny, ale zaoferowanie tego „składzika na szczotki” rodzinie z małym dzieckiem to chyba pomyłka ;) Codziennie budziłam się z bólem głowy przez niedotlenienie, a 90% powierzchni stanowiło dwuosobowe łóżko, o które obijałam się za każdym razem, gdy chciałam przejść obok. Tyle dobrego, że przez małe okienko dla gołębi wpadało tak mało światła, że Piotruś spał do 9-tej i mogliśmy się trochę wyspać.

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Planowo mieliśmy być do środy, ale jako że właśnie wtedy miała poprawić się pogoda, przedłużyliśmy pobyt o jeden dzień. Zwolnił się akurat pokój na jedną noc. Pokój 4-osobowy, z balkonem. Taki przeskok przestrzenny, że aż bałam się, że przeziębimy się od nadmiaru powietrza ;) Były tam 4 łóżka, więc mogliśmy przerabiać w nocy różne kombinacje. Już cieszyłam się na tę spokojną noc, po której nie będzie bolała mnie głowa.

Niestety i tym razem moje plany zostały wyśmiane. Deszczowa pogoda nie mogła nie odbić się na naszym zdrowiu. Łukasz smarkał już od poniedziałku, a w środę złapało Piotrusia. W nocy miał lekką gorączkę i katar, przez który budził się co 5 minut. CO-KAŻDE-PIĘĆ-MINUT. Wiecie ile to jest pobudek od 22 do 5? Dużo! Nie zmrużyłam więc oka, bo nie zdążyłam zasnąć przed jego kolejną pobudką. Plus tego był taki, że mogliśmy wcześnie wyjechać do domu, bo nie trzeba było wstawać. Budzik, który ustawiliśmy, żeby nie zaspać, zadzwonił jak byliśmy już przed Rzeszowem.

Wakacje nie do końca idealne

Piotrusiowi góry bardzo się spodobały. Klimat mu sprzyjał, apetyt dopisywał, zajadał się wszystkimi lokalnymi specjałami. Moja mama pochodzi z tych rejonów, więc prawdziwe ruskie pierogi to dla nas codzienność, a te spotykane w tamtejszych restauracjach nie obiegają od nich normą. Krytyczne momenty były wtedy, gdy Piotruś był już zmęczony. Dostawał wtedy zastrzyku irytującej energii i robił głupie rzeczy – chciał wyskakiwać z wagonu Kolejki Bieszczadzkiej, gonił jakieś rottweilery, wołając za nimi „moja, moja”, ściągał rzeczy ze sklepowych półek albo nagle biegł w przeciwną stronę. Ewidentnie testował swoją niezależność i granice mojej cierpliwości. A gdy pogoda nie sprzyja, do tego boli mnie głowa, to te granice są dosyć cienkie.

Na szczęście urlop został uratowany ostatniego dnia. Pogoda zmieniła się diametralnie (farciarze, który dopiero teraz wyjechali na urlop w Bieszczady), wybraliśmy się więc na Połoninę Wetlińską. Piotruś dzielnie dreptał pod górkę i całkiem grzecznie siedział w nosidle. Na szczycie był w siódmym niebie, bo mógł przerzucać kamyczki, ze swoim tajnym planem przesunięcia szczytu o kilka metrów dalej.

Wakacje nie do końca idealne

Urlop, mimo że nie idealny, rzeczywiście dobrze zrobił naszej rodzinie. Tatuś mógł spędzić z synem te kilka dni przez 24 godziny na dobę, umacniając ich więź. Z resztą, tak mała przestrzeń hotelowa nie pozwoliła oddalić się od siebie dalej, niż na dwa metry ;) Nie jestem pewna, czy odpoczęłam fizycznie, ale psychicznie na pewno tak. Przez tydzień praktycznie nie myślałam o pracy. Skończyłam czytać trzy książki i momentami odsunęłam się na drugi plan, pozwalając chłopakom na budowanie swojego męskiego świata. Piotruś chodził spać, o której chciał. Raz o 20:30, a raz o 24. Wszystko na luzie.

Siedząc na trawie, na Połoninie Wetlińskiej, patrząc na panoramę Bieszczad, z dzieckiem śpiącym na moich plecach, czekając aż mąż przydrepta z kawą ze schroniska, czułam szczęście. Czułam tę wolność, radość i spełnienie. Czułam się tak bardzo „tu i teraz”. I chyba o to właśnie chodzi w udanych wakacjach. Nie o ciepłe kraje, drogie hotele, dwa tygodnie nad basenem, ale właśnie o to spełnienie. O chwilę luzu i oderwania się od rzeczywistości. Mimo deszczu, ciasnego pokoju i irytowania siebie nawzajem. Bo nie musi być idealnie, żeby było po prostu dobrze :)

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Wakacje nie do końca idealne

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo, Prywatnie
A kiedy drugie?
A kiedy drugie?

Tatą być
Tatą być

Zamknij