Jak znajduję czas na wszystko?

Jak znajduję czas na wszystko?

Faktem jest, że robię dużo. Ciągle coś. Zajmuję się dzieckiem od rana do wieczora, pracuję, rozwijam się, projektuję wzory, napisałam książkę, prowadzę bloga, ale też sporo czytam, oglądam filmy, zajmuję się domem i zwyczajnie czasem się lenię. Jak znajduję czas na wszystko? Otóż tym „wszystkim” są tylko te rzeczy, które są dla mnie ważne.


W ostatnim czasie zdefiniowałam sobie pojęcie rzeczy dla mnie ważnych. Bo prawda jest taka, że gdy coś jest dla Ciebie istotne, to zawsze znajdziesz na to czas. Kosztem czasu wolnego, snu, innych obowiązków, ale zrobisz wszystko, żeby dopiąć swego. To samo dotyczy ludzi. Nie tracę czasu na kontaktu z tymi, których nie lubię. Nie marnuję weekendów na kurtuazyjne spotkania ze znajomymi, z którymi nic mnie nie łączy i rozmowa się nie klei. Jeśli więc rozmawiałam z Tobą albo spotkałyśmy się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, wiedz, że jesteś dla mnie ważna ;)

Ustalam listę rzeczy do zrobienia

Moją tajemnicą robienia wielu rzeczy w ciągu dnia, tygodnia czy miesiąca, jest długa ich lista. Nie jest tak, że jestem osobą wybitnie wydajną, nie odkładam nic na jutro i kończę wszystko, co zaczynam. Mam po prostu zaplanowanych tyle przedsięwzięć, że jak odkładam jedno, to biorę się za inne. Jest w czym wybierać ;) W ten sposób mam zaczętych pięć książek i kolejne piętnaście w kolejce. Rozbabranych kilka swoich projektów, które stoją w miejscu tylko dlatego, że nie mogę zmobilizować się, by je skończyć. Im więcej mam do zrobienia, tym łatwiej jest mi trzymać się jakiegoś planu. Mimo takich zadaniowych sierotek zostawionych po drodze.

Wyznaczam priorytety

W domu zawsze priorytetem jest mój syn, a w pracy najważniejsze są zlecenia. Ten, kto miał do czynienia ze mną na stopie zawodowej wie, że staram się dotrzymywać terminów. Czasem wiąże się to z pracą po nocy, ale deadline to deadline. Niestety kondycja już nie ta i gdy ostatnio zarwałam noc, pracując do 5 rano, trzy dni dochodziłam do siebie ;) Dlatego staram się robić tak jak najrzadziej. Ale tylko umieszczając zadanie w odpowiednim miejscu na liście priorytetów jestem w stanie je wykonać. Czy jest to płatne zlecenie, czy napisanie newslettera, czy przemeblowanie Piotrusiowego pokoju – jak nie zaplanuję i nie przekonam siebie, że jest to dla mnie ważne, to nic z tego nie będzie.

Umiem odpuszczać. Doceniam to, co mam i nie marnuję czasu na rzeczy, które donikąd nie prowadzą.

Pozwalam dziecku na samodzielność

W mojej definicji fajnego macierzyństwa jest sporo miejsca na zdrową samodzielność. Oczywiście, że nie miałabym czasu na nic, gdybym chodziła za Piotrusiem krok w krok, patrzyła mu na ręce i zabraniała dotykać czegokolwiek. Dlatego pozwalam mu buszować i eksplorować dom, podczas gdy ja mam chwilę na kawę albo pracę. Niestety skutkuje to czasem stłuczoną szklanką (wczoraj), wysypaną ziemią z doniczki (dzisiaj), ale staram się na bieżąco eliminować takie „zabawki” z jego zasięgu, ciesząc się chwilowym spokojem.

Jak znajduję czas na wszystko?

Bywam egoistką

Jeśli chcę mieć czas dla siebie, muszę sama o to zadbać. Czasem wiąże się to z wyszarpaniem go sobie pazurami, rzuceniem w kąt niektórych obowiązków, oddelegowaniem dziecka tatusiowi lub babci. Ale każdy ma prawo spędzić chwilę we własnym towarzystwie. Taka godzinka dla siebie pozwala często naładować akumulatory na cały tydzień. Dlatego nie poświęcam każdego wieczoru na pracę. Jeśli mogę sobie na to pozwolić, robię sobie wolne, oglądam z mężem film, czytam, czy nadrabiam ulubiony serial.

Dzielę się obowiązkami

Mój mąż niestety uznaje dosyć staroświecki model rodziny – mąż pracuje, żona zajmuje się domem i dziećmi. Mogłabym się zgodzić na to, gdyby ów mąż zarabiał na tyle dużo, że moglibyśmy żyć z tego na fajnym poziomie, utrzymać dom i dwa samochody, nie przejmując się niczym. Jednak rzeczywistość jest jaka jest, więc pracować trzeba. Skoro więc obydwoje zarabiamy, nie rozumiem, czemu nie mielibyśmy również dzielić się obowiązkami domowymi i opieką nad dzieckiem. A jako że mój małżonek nie rwie się do zmiany pieluch i wieczornego usypiania, zostaje mu sprzątanie. Tak więc to głównie on robi pranie i odkurza. Swoją determinacją doprowadziłam też do tego, że nauczył się sam prasować swoje koszule.

Nie zastanawiam się, tylko robię

Zajmując się przez cały dzień Piotrusiem, rzadko kiedy mam dłuższe bloki czasowe, które mogę poświęcić na pracę lub spokojne pisanie. Dlatego nauczyłam się podejmować szybkie decyzje i korzystać z wolnych kwadransów. Poświęcając nawet te 15 minut na pracę jestem krok dalej, niż gdybym czekała, aż będę miała wolne kilka godzin. W 15 minut naprawdę można sporo zrobić. Czasem będzie to konkretna praca, a czasem research, szkic czy odpisanych kilka maili. Jednak gdy w ciągu dnia uporam się z takimi drobnostkami, wieczorem mogę zająć się już konkretnymi obowiązkami, zamiast marnować godziny na pierdoły.

Dziecko nie jest pretekstem do tego, by nic nie robić, tłumacząc się brakiem czasu. Dziecko jest motywacją do tego, by wszystko robić wydajniej.

Nie jestem oazą spokoju

To, że ogarniam, nie znaczy, że zawsze robię to z uśmiechem na twarzy. Są dni, kiedy wszystko wymyka się spod kontroli, a ja jestem w takim nastroju, że bez kija nie podchodź. Najczęściej zbiega się to z okresem albo terminem płatności ZUSu – przypadek? Nie sądzę ;) Wszystko mnie wtedy wkur… denerwuje i mam ochotę rzucić wszystko w diabły. Ale zawsze po takich dniach wychodzi słońce, sprawy znowu zaczynają się układać, a ja odzyskuję panowanie nad kierownicą. Takie dni też są potrzebne. Uczą pokory, dają parę pretekstów do oczyszczających kłótni z drugą połówką. Pozwalam sobie wtedy na to, by nie być doskonałą, by nie ogarniać. Doceniam to, co mam i mobilizuję się do tego, by robić jeszcze więcej i jeszcze bardziej się starać.

Jak znajduję czas na wszystko?

W ogarnianiu wielu obowiązków jednocześnie nie ma żadnej tajemnicy, magicznego zaklęcia ani pomocy sztabu niań i sprzątaczek. Zawsze byłam osobą dość chaotyczną i chyba dzięki temu umiem przetrwać w tym chaosie, osiągając tym samym zadowalające efekty. Zamiast narzekać, że nie mam na nic czasu, korzystam z tych chwil, które mam. Bo każdy jakieś ma, tylko nie zawsze przeznacza je na to, co trzeba. Mam czas na pracę i na przyjemności. Na zabawę z dzieckiem i snucie planów na przyszłość. Na podejmowanie odważnych przedsięwzięć i chwilę odpoczynku. I co najważniejsze – odczuwam przy tym wewnętrzny spokój.

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Kariera, Rozwój
Co słychać na freelansie
Co słychać na freelansie? #5

Domowe biuro - motywacyjne grafiki do wydrukowania
Domowe biuro – motywacyjne grafiki do wydrukowania

Zamknij