Perłowe Dziewczyny #3: Wywiad z Agnieszką Kobylińską – Surface Pattern Designer

Perłowe Dziewczyny - Agnieszka Kobylińska

Z Agą trafiłyśmy na siebie przypadkiem, a połączył nas Surface Pattern Design. Od tej pory wspólnymi siłami przecieramy wzorowe szlaki, inspirując się i wspierając nawzajem.


Agnieszka jest typem człowieka, który nie czeka, aż marzenia spełnią się same. Zabrała się za nie osobiście. Zaryzykowała i porzuciła pracę w agencji reklamowej, by spróbować swoich sił jako Surface Pattern Designer. Jak jej idzie? Czy nie żałuje? Dowiecie się tego z dzisiejszego wywiadu z cyklu „Perłowe Dziewczyny”.

Wywiad z Agnieszką Kobylińską – Surface Pattern Designer

Praca jako account w agencji reklamowej dawała jej satysfakcję, ale Aga czuła, że to nie to. Że chce od życia więcej. Jej artystyczna dusza nie dawała o sobie zapomnieć, by wreszcie rozkwitnąć w postaci pięknych kwiatowych i akwarelowych wzorów. Teraz, już na swoim, Agnieszka szaleje na rynku zagranicznym, bo jak mierzyć, to tylko wysoko :)

Perłowe Dziewczyny - Agnieszka Kobylińska

Czym zajmowałaś się, zanim zostałaś Surface Pattern Designerką?

Przez 4 lata pracowałam w dużej polskiej agencji reklamowej jako akant (account executive). To bardzo angażujący i ciekawy zawód, polegający na bezpośredniej pracy z klientem, wszystkimi działami agencji oraz podwykonawcami (drukarniami, fotografami, filmowcami). Trzeba pilnować budżetów, terminów, briefów, generalnie dbać o to, żeby się wszystko razem spięło. Nie jest stricte związana z wymyślaniem, ale pozwala się realizować na wielu polach – lubię pracować z ludźmi, więc dawała mi sporo satysfakcji.

Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś o zmianie etatu na freelancing?

To raczej nie był jeden moment, bardziej seria przemyśleń. O freelancingu zaczęliśmy luźno myśleć z mężem, kiedy podczas włóczenia się z plecakami po Tajlandii przypadkowo trafiliśmy na małą wyspę, gdzie w bungalowach przy plaży siedzieli sobie ludzie z laptopami, ewidentnie pracując. Gadaliśmy, że super by było móc sobie wyjechać na 2-3 miesiące w roku na jakąś ciepłą wyspę i pracować zdalnie. Żadne z nas tej rozmowy nie traktowało jakoś bardzo poważnie, ale myślę że to marzenie gdzieś kiełkuje do dziś. Poza tym, w którymś momencie reklama zaczęła mnie męczyć i podświadomie zaczęłam się rozglądać za inną branżą kreatywną, przeglądać zagraniczne strony i blogi. Wreszcie trafiłam na temat Surface Pattern Designu (chyba najłatwiej przetłumaczyć na polski jako projektowanie wzorów na powierzchnie użytkowe), który mnie totalnie pochłonął. Zaczęłam robić kursy i po jakimś czasie stwierdziłam, że chcę się zajmować właśnie tym. Trochę się porozglądałam po polskim rynku i doszłam do wniosku, że warto celować w rynek zagraniczny, a to jest możliwe tylko na freelansie. Kilka miesięcy biłam się z myślami i próbowałam projektować po godzinach, żeby nie zaczynać z niczym, jednak po całym dniu pracy w agencji nie miałam siły włączać komputera. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i po prostu się przebranżowić. Pożegnałam się więc z etatem i zaczęłam „na swoim”, tudzież „przy swoim” (wiecznie zabałaganionym biurku w sypialni).

O freelancingu zaczęliśmy luźno myśleć z mężem, kiedy podczas włóczenia się z plecakami po Tajlandii przypadkowo trafiliśmy na małą wyspę, gdzie w bungalowach przy plaży siedzieli sobie ludzie z laptopami, ewidentnie pracując.

Czy przygotowałaś się jakoś do tej zmiany? Psychicznie, finansowo, stworzyłaś biznesplan?

Biznes planów miałam ze 20 ale chyba żaden z nich nie wypalił, więc nie ma o czym mówić. Psychicznie długo się szykowałam, mnóstwo czytałam i oglądałam na temat freelansu i przedsiębiorczości, rozmawiałam z ludźmi, którzy taką decyzję podjęli, więc mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać. Musiałam się też przygotować finansowo, zwłaszcza że mamy z mężem kredyt na mieszkanie. Od momentu decyzji do złożenia wypowiedzenia w pracy minęło kilka miesięcy, w czasie których odkładałam większość swojej pensji na okres, kiedy tej kasy nie będzie. Nie będę ukrywać, że gdyby nie wsparcie mojego męża, nie byłoby to możliwe – wyrzeczenia były i są wspólne, więc decyzja też musiała taka być. Fakt, że już wcześniej byliśmy przyzwyczajeni do tego, żeby ograniczać konsumpcję, bo oszczędzaliśmy na podróże. Tym razem ograniczenia były większe no i wszystko szło na mój nowy pomysł na życie, więc perspektywa wyspy mocno się oddaliła.

Perłowe Dziewczyny - Agnieszka Kobylińska

Czemu wybrałaś akurat Surface Pattern Design?

W pierwszym momencie chciałam Ci odpowiedzieć, że zaważył przypadek, ale tak naprawdę złożyło się na niego sporo rzeczy. Zawsze lubiłam rysować i malować, mój tata pracował w poligrafii więc od dziecka miałam styczność z drukiem i bardzo to lubiłam, potem jeszcze ta reklama, która od studiów była moją wymarzoną branżą… obserwowałam moich kolegów, świetnych grafików i dojrzewała do mnie myśl, że ja też chciałabym tworzyć, ale zupełnie nie widziałam się w kreacji reklamowej, a innych pomysłów za bardzo nie miałam. Surface Pattern Design było jak objawienie: daje dużo swoboty twórczej, możliwość eksperymentowania z różnymi technikami, rysowania, malowania, zabawy z programami graficznymi. Dla klientów liczy się własny styl projektanta, a efekty pracy można potem zobaczyć na przedmiotach codziennego użytku: ubraniach, pościelach, tapetach, kaloszach, fotelach… i jeszcze na tym zarabiać. To jak spełnienie marzeń! Poza tym uwielbiam składać wzory z pojedynczych motywów, to chyba ma jakiś związek z zamiłowaniem do puzzli. Moim zdaniem to cudowna branża z ogromnym potencjałem, dająca dużo wolności i możliwości (również zarobkowych), bardzo mi się to podoba. Nie bez znaczenia jest fakt, że nie wymaga dużych inwestycji finansowych na początku, co ułatwia start.

Czy nie bałaś się, rzucając się na głęboką wodę? W końcu nie miałaś doświadczenia w tej docelowej branży.

Mam taki ulubiony cytat Murakamiego który idealnie oddaje moje doświadczenia „Cieka­wość przy­pomi­na we­sołego ko­legę, które­mu nie można zaufać. Pod­puści cię, ile może, po­tem w od­po­wied­nim mo­men­cie się zmy­je. A człowiek sam mu­si da­lej so­bie radzić, próbując zeb­rać się na od­wagę.” No więc ciekawość w końcu wygrała, a teraz muszę sobie radzić. Bałam się jak nie wiem co, ale wiele razy wcześniej rzucałam się na głęboką wodę jak czegoś bardzo chciałam, no i jakoś działało. Czasami po prostu nie mogę wytrzymać wewnętrznego napięcia i tutaj też tak było. Pytanie było raczej „kiedy” a nie „czy”.

„Cieka­wość przy­pomi­na we­sołego ko­legę, które­mu nie można zaufać. Pod­puści cię, ile może, po­tem w od­po­wied­nim mo­men­cie się zmy­je. A człowiek sam mu­si da­lej so­bie radzić, próbując zeb­rać się na od­wagę.”

Czy doświadczenie z dotychczasowej pracy przydaje Ci się w karierze Surface Pattern Designerki?

Na pewno! Ogólnie uważam, że wszystkie życiowe doświadczenia pomagają, ale praca w agencji reklamowej dała mi duże zaplecze merytoryczne: wiem jak czytać licencje i umowy, jak przebiega proces produkcyjny, i jak ważne jest uważne czytanie briefów ;) Poza tym jako że dużo czasu spędzałam zawsze w pokoju DTP, zaczynając uczyć się programów graficznych znałam już ich możliwości i różne tricki więc na pewno mi to ułatwiało start. Do tej pory, jak mam jakieś pytanie techniczne, mam się do kogo zwrócić o pomoc, co samo w sobie jest bezcenne!

Perłowe Dziewczyny - Agnieszka Kobylińska

Po jakim czasie od rozpoczęcia kariery freelancera, zarobiłaś na tym pierwsze pieniądze?

Pomijając raczej symboliczne (ale przynoszące mnóstwo radości) nagrody pieniężne w konkursach, które zdarzyły się kilka razy, o bardziej regularnych przychodach mogę mówić mniej więcej po roku od przejścia na freelance. Z tego co się zorientowałam, jest to dość standardowy okres, z którym się trzeba liczyć w przypadku zmieniania branży.

Czy możesz pochwalić się już jakimiś większymi sukcesami?

Ta praca jest o tyle świetna, że każdy sprzedany wzór to dla mnie sukces. Skaczę z radości i obdzwaniam pół rodziny za każdym razem, jak widzę, że ktoś coś ładnego uszył sobie z moich tkanin np. z Cottonbee albo KUKA i towarzyszą mu one na co dzień. Za sukces poczytuję również każdą nową współpracę – od listopada pracuję na stałe z amerykańskim studiem Colette&Blue, dzięki czemu moje wzory objeżdżają międzynarodowe targi, kilka moich projektów wkrótce pojawi się też w ofercie polskiej firmy Dresowka.pl, którą czytelnicy Twojego bloga już pewnie dobrze znają. Bardzo mnie to cieszy!
Mogę się też pochwalić nagrodami w zagranicznych konkursach na wzory tkanin na stronach minted i jovoto, poza tym moje portfolio zostało dwukrotnie wyróżnione, w tym ostatnio przez redaktorkę magazynu UPPERCASE, dzięki czemu wygrałam kurs z serii Make it in Design pt. „Monetising your designs”, w którym od dawna chciałam wziąć udział i który, mam nadzieję, ułatwi mi dalszą freelancerską drogę.
Dużym sukcesem dla mnie był również kursik o wizualizowaniu wzorów na zdjęciach na platformie skillshare, który uruchomiłam w lutym. Pracowałam nad nim strasznie długo, ale spotkałam się z bardzo pozytywnym odzewem – zapisało się na niego już 700 osób. Było to dla mnie nie lada wyzwanie, zarówno techniczne (składanie filmu) jak i psychiczne (mówienie do kamery i uczenie innych w języku angielskim), więc satysfakcja jest tym większa.

Skaczę z radości i obdzwaniam pół rodziny za każdym razem, jak widzę, że ktoś coś ładnego uszył sobie z moich tkanin np. z Cottonbee albo KUKA i towarzyszą mu one na co dzień.

Co jest dla ciebie najtrudniejsze w aktualnej karierze?

Hm, chyba najtrudniejsze w tej chwili jest dla mnie zachowanie tzw. work-life balance, ponieważ pracując z domu, de facto mieszkam w pracy. Potrafię siedzieć przed monitorem 12 godzin dziennie, obiecując sobie, że jak tylko sytuacja finansowa się ustabilizuje, to już na pewno będę dbała o wolne wieczory i weekendy. Specyfika tego zawodu jest taka, że często najpierw tworzysz, a potem szukasz klientów, więc inwestycja czasowa i finansowa może się zwrócić nie wiadomo kiedy. Na szczęście lubię to co robię, ale mimo wszystko taki tryb życia potrafi być bardzo męczący. Dużym wyzwaniem jest również pozyskiwanie klientów i wycenianie pracy.

Czy nie żałujesz swojej decyzji? Nie masz chwil zwątpienia?

Decyzji nie żałowałam nigdy, bo od początku zakładałam, że jak ten temat nie wypali to wrócę do reklamy i tragedii nie będzie, a zawsze warto spróbować. Natomiast jeszcze kilka miesięcy temu powiedziałabym Ci, że rzeczywiście często mam wątpliwości, czy nie czas już zrezygnować. Najtrudniejszy okres przetrwałam dzięki wsparciu męża i rodziny (jak dzieliłam się swoimi dołami, słyszałam „no co Ty, teraz nie możesz się poddać, to jest super!”) – i różnym niezwykłym zbiegom okoliczności (znaki z Góry!). Teraz mam bardzo dobry czas, Nowy Rok przyniósł dobre wiadomości i fajne perpektywy, a teraz jeszcze wiosna, więc przestałam marudzić.

Perłowe Dziewczyny - Agnieszka Kobylińska

Jaką radę dałabyś dziewczynom, które marzą o zmianie etatu na freelancing?

Na pewno na początku warto się upewnić, czy wymarzony rodzaj pracy to na pewno „to”. Np. sprawdzić, czy prawdziwą radość sprawia Ci otaczanie się pięknymi przedmiotami, z których potrafisz wyczarować piękne stylizacje do sesji zdjęciowych czy tworzenie ich samemu. To różne drogi, które można dowolnie łączyć i rozwijać, ale na początek warto sprawdzić, który element procesu sprawi Ci największą radość i poświęcić się właśnie jemu, bo zanim pojawią się pieniądze, siłę i satysfakcję będziesz musiała czerpać z samej pracy.
Radziłabym zabezpieczyć się finansowo na okresy „bidowania”, mieć poduszkę finansową przynajmniej na kilka miesięcy. Warto też rozważyć, czy praca z domu jest psychicznie możliwa – ja się dobrze czuję w samotności, ale na pewno nie każdy się w tym odnajdzie i warto pomyśleć zawczasu, czy nie rozważyć np. coworkingu, bo to może być kwestia, która zniszczy cały Twój zapał.
Warto jest rozmawiać z ludźmi, którzy już się na to zdecydowali, bo zwykle okazuje się, że mają podobne problemy i mogą się podzielić swoimi sposobami na ich rozwiązanie. Warto też znaleźć sobie jakąś „grupę wsparcia” złożoną z osób, którzy robią podobne rzeczy (bo jednak kolegów z pracy brakuje) i świętować nawet małe sukcesy!

Na początek warto sprawdzić, który element procesu sprawi Ci największą radość i poświęcić się właśnie jemu, bo zanim pojawią się pieniądze, siłę i satysfakcję będziesz musiała czerpać z samej pracy.

Prawdopodobnie większość Twoich bliskich będzie Cię raczej odwodzić od przejścia na freelance, zwłaszcza jeśli pracujesz na etacie, który daje dużo więcej bezpieczeństwa. Warto z nimi rozmawiać, ale też słuchać własnej intuicji – tak naprawdę sama wiesz co jest dla Ciebie najlepsze. No i nie poddawać się po pierwszych niepowodzeniach. Jeśli o czymś marzysz, zrób to i zobacz co się stanie!

Bardzo dziękuję za tę rozmowę pełną pasji i inspiracji. Trzymam kciuki za Twoje kolejne sukcesy! :)


Zapraszam do Portfolio Agnieszki.

Social Media:    

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Wywiady
Perłowe Dziewczyny #2 - Kasia Zych - BookBox
Perłowe Dziewczyny #2: Wywiad z Kasią Zych – BookBox

Perłowe Dziewczyny 1 - Wywiad z Izą Kędzia i Moniką Gładysz - Puzzlove
Perłowe Dziewczyny #1: Wywiad z Izą Kędzia i Moniką Brandys – Puzzlove

Zamknij