8 dowodów na pozytywny wpływ dziecka na moją karierę

8 dowodów na pozytywny wpływ dziecka na moją karierę

Dziecko albo kariera. Dylemat każdej kobiety, decydującej się na macierzyństwo. Jak połączyć jedno z drugim? Kiedy będzie dobry moment na dziecko? Czy dam radę pracować, zostając z nim w domu?


Mnie też nie ominęły te wątpliwości. W zasadzie, to cały czas się mnie trzymają. Mój syn rośnie z dnia na dzień, zmieniają się jego przyzwyczajenia i zabawy. Jednego dnia drzemie 2 godziny, dzięki czemu mogę chwilę spokojnie popracować, a drugiego dnia robię pięć podejść do półgodzinnej drzemki. Dlatego ciężko mi ułożyć systematyczny plan pracy.

Jedno jest pewne. Piotruś, pojawiając się na świecie, wyśmiał mój poukładany plan dnia i stwierdził, że teraz działamy na jego zasadach. Ale mimo tego chaosu, który wprowadził, dostrzegam kilka plusów, dzięki którym macierzyństwo pozytywnie wpłynęło na moją karierę.

1. Pracuję wydajniej

Nie sztuką jest zrobić kilka projektów miesięcznie, gdy mogę pracować w spokoju 8-12 godzin dziennie. Jest czas na pracę, na kawkę, Facebooka, odcinek serialu… Teraz nie mam tego luksusu, muszę więc korzystać z każdej wolnej chwili, żeby wyrobić się z terminami. Piotruś zasypia – biorę się do roboty. Nie ma rozpraszaczy, zegar tyka, bo za chwilę może się obudzić.

2. Ustalam priorytety

Moja lista zadań do zrobienia wieczorem potrafi być bardzo długa. Ale prędzej czy później zmęczenie daje o sobie znać. Dlatego nauczyłam się wybierać 2-3 główne priorytety, które muszę koniecznie zrobić. A pozostałe robię tylko wtedy, kiedy mam na to jeszcze siłę. Jak nie, to przechodzą na kolejny dzień. Świat się nie zawali, jeśli odpowiednio zaplanuję deadline’y.

3. Biorę tylko dobre zlecenia

Mówiąc „dobre” mam na myśli te dobrze płatne, ale przede wszystkim ciekawe i rozwojowe. Jeśli już muszę poświęcać na pracę wieczory i czasem zarywać noce, to lepiej, żeby były to fajne zlecenia, które projektuję choć z odrobiną przyjemności. Wcześniej brałam prawie wszystko, jak leci. Strona internetowa dźwigów? Proszę bardzo. Reklama wiertarek? Nie ma sprawy. Teraz zwyczajnie szkoda mi czasu i nerwów na zlecenia, które kompletnie mnie nie interesują. Przy ich mniejszej ilości wolę poświęcić chwilę na pracę nad swoimi projektami.

8 dowodów na pozytywny wpływ dziecka na moją karierę

4. Szanuję swój czas

Nie sprawdzam poczty co 5 minut i rzadko kiedy jestem dostępna pod telefonem w ciągu dnia. Nie pozwalam na to, by z pozoru pilne sprawy innych wkradały się w mój harmonogram. Szanuję czas klientów, wywiązuję się z terminów i tego samego oczekuję od nich. Przy krzyczącym/płaczącym/śpiewającym/zabierającym telefon dziecku nie da się spokojnie porozmawiać, więc korzystam z telefonu tylko w wyjątkowych przypadkach, kiedy e-mail nie wystarcza.

5. Szukam i kombinuję

Miałam rok na to, by rozkręcić swoje projekty na tyle, żeby dało się na nich konkretnie zarobić. Ale oczywiście zasiłek (mały bo mały, ale jednak) mnie rozleniwił, i dopiero gdy się skończył, ja wzięłam się bardziej do roboty. Mam cały czas świadomość, że stałe źródło dochodu byłoby zbawienne dla mojego macierzyństwa, bo mniej czasu musiałabym poświęcać na pracę. Dlatego mam motywację, by szukać na niego sposobów.

6. Prowadzę bloga

Ten blog powstał dzięki pojawieniu się Piotrusia w moim brzuchu (bo zaczęłam go jeszcze w ciąży). A właśnie dzięki niemu uczę się systematyczności, próbuję wielu nowych rzeczy, poznaję fajnych ludzi i zdobywam zlecenia, które mnie interesują. Więc gdyby nie Piotruś, nie byłoby tego wszystkiego :)

7. Syn jest moją inspiracją

Piotruś wprowadził mnie w swój dziecięcy świat. Świat kolorów, zabawek, piratów, zwierzątek i wszystkiego co piękne i słodkie. Okazuje się, że stają się one dla mnie świetną inspiracją, szczególnie do projektowania patternów. W bardzo naturalny sposób to właśnie dzieci stały się moim targetem i w takich klimatach bardzo dobrze się odnajduję. Gdyby nie Piotruś, nie byłoby też Pand, od których wszystko się zaczęło. Nie byłoby też książki i pewnie wielu ciekawych propozycji, które jeszcze przede mną.

8. Łapię dystans

Dziecko jest rozbrajające. Jego zachowanie, wpadki, dowcipy, nasze wspólne rozmowy – to wszystko sprawia, że naprawdę dużo się śmieję :D Nic tak dobrze nie wpływa na pracę, jak dobry nastrój. A Piotruś zapewnia mi go w regularnych dawkach. Dzięki niemu nabieram dystansu do wszystkiego, bo wiem, że to, co w życiu najważniejsze, mam właśnie przy sobie.

8 dowodów na pozytywny wpływ dziecka na moją karierę

Gdy zbliżał się termin mojego porodu, musiałam zaplanować 2-3-miesięczną przerwę w pracy. Straciłam przez to parę naprawdę cennych zleceń. Musiałam przerwać współpracę z agencjami K2 i VML przy kampaniach wielkich marek, bo logiczne, że musieli znaleźć kogoś na moje miejsce. Straciłam również kluczowego klienta, który stanowił znaczną część moich miesięcznych dochodów. Ale dzięki temu zyskałam czas na to, co rzeczywiście lubię robić. Nie płaczę nad stratą zleceń dotyczących wibropras do produkcji kostki brukowej. I tak ich nie lubiłam. Pieniądze są ważne, ale tylko zarabianie ich na tworzeniu projektów, które mi się podobają, sprawia mi największą radość.

Czy zatem żałuję tego, że mam mniej czasu? Że codziennie muszę wybierać między odpoczynkiem a obowiązkami zawodowymi? Zarywać noce, wyrywać chwile w ciągu dnia? Nie. Bo dostałam dużo więcej. Dziecko okazało się świetnym zwrotem akcji na prostej ścieżce kariery. Gdy teraz patrzę na to, jak pracowałam zanim zostałam mamą, to stwierdzam, że było po prostu nudno. Może i rozwijałam się, ale nie w takim tempie i nie w tak wielu ciekawych kierunkach. Piotruś okazał się więc iskierką, która nadała nowe życie i rozpaliła jeszcze większą pasję w mojej pracy. Odnajduję siebie w tym chaosie i wyciągam z niego ile się tylko da.

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Kariera
Co słychać na freelansie?
Co słychać na freelansie? #2

Co słychać na freelansie? #1

Zamknij