Życie to sztuka wyboru

Jeszcze nigdy to stwierdzenie aż tak dobrze nie pasowało do mojego życia. Odkąd jestem mamą, cały czas wybieram – jedno albo drugie, coś kosztem czegoś.


Nie można w życiu mieć wszystkiego. Nie da się. Życie toczy się tu i teraz, z tym co masz. Nigdy nie zdobędziesz wszystkiego czego pragniesz. Im wcześniej to zrozumiesz, tym łatwiej będzie Ci się pogodzić z tym, czego już nie będziesz mieć.

Zostając mamą, liczyłam się z tym, że moje życie bardzo się zmieni. Do tej pory całe dnie spędzałam pracując, w ciszy, skupieniu, a teraz miotam się między dzieckiem i pracą. A gdzie jeszcze czas na dom, na odpoczynek? Niestety cały czas muszę z czegoś rezygnować.

Po ostatnim wpisie z serii „Co słychać na Freelansie?” dostałam od was sporo wiadomości, że podziwiacie mnie za to, ile czasu poświęcam na rozwój, jak dużo robię, jak jestem świetnie zorganizowana. Otóż nie robię tego bez poświęceń. Za ukończonymi projektami stoją zarwane wieczory i noce. Skończone kursy i webinary to godziny, których nie spędziłam z mężem. Prowadzenie biznesu to chwile wyrzutów sumienia, kiedy przy Piotrusiu siadam do laptopa. Ważne zlecenie to odstawione na bok sprzątanie i bałagan w kuchni.

Ale wszystko da się pogodzić. Jakoś. Decydując się na pracę w domu, wiedziałam, z czym to się wiąże. Mogłam iść na łatwiznę, oddać dziecko do żłobka albo pod opiekę babci, ale nie chcę. Nie chcę, żeby Piotruś był wychowywany przez babcię, a mnie widział 2 godziny dziennie. Nie chcę oddawać go do żłobka, dopóki nie ma takiej potrzeby. Pierwsze 3 lata jego rozwoju są bardzo ważne i chcę mieć w nich jak największy udział. Moja mama cudownie zajmuje się wnukiem, ale szanuję to, że ma też swoje życie, obowiązki i przyjemności, więc nie podrzucam go jej na całe dnie. W awaryjnych sytuacjach, gdy skumuluje mi się dużo obowiązków, oczywiście korzystam z jej pomocy. Ale taka już jestem, że choćbym miała paść ze zmęczenia, lubię zrobić wszystko sama, nie zawracając głowy innym.

Życie to sztuka wyboru

Z drugiej strony, nie chcę, żeby moje dziecko kojarzyło mamę siedzącą całe dnie przy komputerze. Dlatego tak zorganizowałam sobie pracę, żeby do godziny 16 jak najmniej z niego korzystać. Piotruś jest jeszcze za mały, żeby wciągać go w moją pracę w ramach zabawy, ale pozwalam mu mazać kredkami po kartce, gdy ja w tym czasie szkicuję. Robimy razem zdjęcia, które potem przydają mi się na blogu. Poświęcam ten czas na przemyślenia, pomysły na wpisy i wewnętrzne dialogi na temat projektów. Bawiąc się z nim, często w tle leci jakiś podcast albo webinar. Staram się też mieć zawsze pod ręką jakąś książkę, by przeczytać kilka stron, gdy Piotruś sam się przez chwilę bawi. Taki pozorny multitasking to mój sposób na łączenie tych dwóch światów.

Codziennie znajduję też kilka chwil na przyjemności. Na odcinek ulubionego serialu, przeczytanie kilku stron książki, wypad z mężem do kina czy wieczorne oglądanie filmu. To utrzymuje mnie w równowadze psychicznej. Ale czasem też jest to sztuka kompromisu i oglądam film z laptopem na kolanach, nadrabiając firmowe obowiązki. Kluczem łączenia przyjemnego z pożytecznym jest taki dobór zadań w pary, żeby tylko jedno z nich wymagało względnego skupienia, a drugie mu w tym nie przeszkadzało. Dlatego, jeśli film jest fajny, to robię porządek na dysku, rysuję, uzupełniam portfolio, takie mniej pilne, ale również ważne czynności. A jeśli film jest słaby, to biorę się za większe konkrety, żeby nie zmarnować tego czasu ;) Marnowaniem czasu jest dla mnie prasowanie, więc nigdy nie robię tego bez oglądania seriali. Jako że ZAWSZE czeka na mnie sterta ubrań, to spokojnie mogę nadrobić pół sezonu.

Dziecko nauczyło mnie podejmowania szybkich decyzji. Gdy Piotruś zaśnie, mam średnio te 4-5 godzin czasu tylko dla siebie. Lista zadań do zrobienia jest niezmiennie długa, więc nie mogę marnować chwili na wahanie i zastanawianie się, za co się zabrać. Dlatego już usypiając go, śpiewając kołysanki, w głowie układam plan działania. Nadaję zadaniom priorytety i od razu biorę się do pracy. Wykreślając z listy punkt po punkcie mam wrażenie, że wykonałam naprawdę kawał dobrej roboty.

Życie to sztuka wyboru

Pierwszy rok życia Piotrusia był głównie dla niego. Teraz nadszedł czas na prawdziwe życie, na łączenie wszystkich moich ról – mamy, żony, bizneswoman i pani domu. Zawsze któraś z nich ucierpi, nie mogę być idealna we wszystkim, zawsze dawać z siebie 100%. Dlatego wybieram. W tym momencie skupiam się na macierzyństwie i karierze. Chcę na tyle rozwinąć swój dochód pasywny, żebym potem mogła odpuścić i poświęcić więcej czasu dla domu. Świat się nie zawali, jeśli okna umyję dopiero na Wielkanoc (oby). To nie jest teraz takie istotne.

Nie można w życiu mieć wszystkiego, ale trzeba do tego dążyć. Bo szczęście to nie cel w sobie, ale styl życia. Stare indiańskie przysłowie mówi, że stojąc jedną nogą w kajaku, a drugą w łódce, to niechybnie wpadniesz do rzeki. Jeśli masz za dużo pragnień, to ile byś nie osiągnęła, i tak nie będziesz zadowolona. Ciesz się tym co masz, osiągaj kolejne swoje cele, ale doceniaj to, gdzie jesteś teraz. Właśnie tym kieruję się w mojej życiowej sztuce wyboru.

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Rozwój
Matka też człowiek, rozwijać się musi

Czym jest kreatywne życie?

Zamknij