Pół roku BLW – podsumowanie, wnioski i przemyślenia

Pół roku BLW

To już pół roku odkąd Piotruś ma rozszerzaną dietę metodą BLW. Od początku podeszłam do niej bardzo entuzjastycznie. Podobał mi się sposób proponowania posiłków dziecku i karmienie go w zgodzie z nim, bez wciskania jedzenia na siłę. Pół roku temu pisałam o naszych początkach z rozszerzaniem diety. Jak ta metoda na dłuższą metę sprawdziła się u nas? Zapraszam na małe podsumowanie.


Piotruś jest dzieckiem z całkiem niezłym apetytem. Od urodzenia dużo wisiał na piersi, jadł co 1,5 godziny. Trochę to trwało, zanim zszedł do dłuższych przerw między karmieniami. Rozszerzanie diety zaczęliśmy od owoców, warzyw, ale szybko przeskoczyliśmy do spaghetti i mięsa. Cały czas miałam oczywiście na uwadze skazę białkową, która dzielnie towarzyszyła nam w tej drodze.

Co Piotruś je?

Zgodnie z zasadami BLW, Piotruś je to samo co my. Śniadanie, które jem razem z nim, to z reguły jajecznica na parze (z samych żółtek), jakieś kaszki lub budynie, naleśniki, a gdy nie chce mi się kombinować, to po prostu kanapki – z serkiem kozim i warzywami, z pastą z rukoli albo z suszonych pomidorów, z dżemem, szynką, co tam jest w lodówce.
Obiady są najróżniejsze. Staramy się, żeby co najmniej raz w tygodniu na naszym stole zagościła ryba, z reguły pstrąg łososiowy lub łosoś. Przygotowuję je w różnych wersjach, moja ulubiona to z sosem sojowym i warzywami. Do tego ryż, kasza jaglana lub ziemniaki gotowane na parze albo pieczone. Często jemy też kurczaka – udka, pierś albo skrzydełka. Raz na jakiś czas wcinamy spaghetti albo domową pizzę. Zup nie robię codziennie, ale jak już są, to z reguły różnego rodzaju zupy-krem.
Jako przekąski podaję Piotrusiowi owoce, warzywa (surowe lub gotowane na parze), Flipsy, wafle ryżowe, kisiel, budyń, takie lekkie rzeczy. Im mniej brudzące tym lepiej ;)

Pół roku BLW

W jakiej formie podaję posiłki?

To, w jakiej formie podawać dziecku posiłki, wymaga obserwacji go przy jedzeniu. Wywnioskowałam na przykład, że jabłko Piotru lepiej wcina, gdy dam mu je w całości, niż pokrojone na ósemki. Udko z kurczaka najchętniej je, gdy dam mu całe z kością i może odgryzać sobie z niej mięso. Najwidoczniej lubi wyzwania ;) Ziemniaki, ryż, spaghetti, pizzę, warzywa, to wszystko je oczywiście rękami lub, w przypływie dobrego nastroju, widelcem. Rzeczy bardziej papkowate, takie jak kaszki, budyń Piotruś wcina sam łyżeczką. W rezerwie mam zawsze drugą łyżeczkę, żeby mu pomóc, gdy sama łyżeczka okazuje się być fajną zabawką.
Czasem kaszki robię w bardziej płynnej formie i podaję mu w kubeczku doidy lub pije je z Ikeowej miseczki. Do posiłków mój synek dostaje wodę w kubeczku doidy, zwykłym lub w kubku ze słomką.

Ulubione dania Piotrusia

Zauważyłam już, że niektóre dania Piotruś lubi bardziej, a niektóre mniej. Okazuje się, że od delikatnych rzeczy zdecydowanie woli ostre smaki. Chętnie zajada wszystko co ma sos pomidorowy – spaghetti, lasagne, pizzę, gołąbki i oczywiście zupę-krem z pomidorów. Ostatnio bardzo przypadł mu do gustu tatar z wędzonego łososia z cebulą i sosem sojowym, a w Wigilię zajadał się barszczem czerwonym z uszkami. Mocną pozycją w jego menu są moje ukochane pierogi ruskie. I w zasadzie każde inne pierogi. Uwielbia też kozi serek do smarowania, zawsze zlizuje go z kanapek ;) Jeśli chodzi o zupy, to numerem jeden jest niedzielny rosół dziadka Adasia. Piotruś zjada z dokładką.
Przekąską, która trafiła w Piotrusiowe gusta okazał się kisiel. Gdy dostał go pierwszy raz, nie wiedział jak jeść, żeby zjeść jak najszybciej. Na szczęście było to niedługo przed kąpielą ;) Do tego flipsy, biszkopty albo krakersy. Z owoców preferuje banany i winogrono, a z warzyw brokuły i buraki.

Pół roku BLW

A co z bałaganem?

Bałagan przy jedzeniu raz jest większy, a raz mniejszy. Wszystko zależy od aktualnego podejścia do jedzenia. Co jakiś czas mój urwis ma fazę na rzucanie. Wszystkiego. Zarówno samego jedzenia, jak i talerzyka, miseczki i sztućców. Wtedy bałagan ma niezły zasięg. Ale są też lepsze momenty, kiedy Piotruś je elegancko, niczym we włoskiej restauracji ;)
Mamy psa, więc jedzenie z podłogi sprząta się samo. Muszę tylko pilnować, żeby Funia weszła dopiero po skończeniu posiłku, bo inaczej jedzenie Piotrusia kończy się karmieniem psa.

Jak sprawdza się metoda BLW?

Nie będę udawać, że jest to metoda idealna. Zdarzają się gorsze dni, kiedy Piotruś nie jest zainteresowany jedzeniem i tylko trochę czegoś dziubnie. Ale dopóki jest karmiony na żądanie piersią, to nie mam z tym większego problemu. Niestety ma tutaj zastosowanie prawo Murphy’ego – im bardziej postaram się, przyrządzając mu fajny posiłek, tym mniej będzie nim zainteresowany ;) Jednak patrząc na te momenty, kiedy z apetytem wcina obiad, nie mam wątpliwości, że jesteśmy na dobrej drodze.
W książce „Bobas Lubi Wybór” pisano, żeby dziecko do jedzenia sadzać po karmieniu. Zgodzę się, że na początku jest to dobra taktyka, bo inaczej będzie marudzić, że jest głodne i nie zainteresuje się posiłkiem. Jednak gdy bobas ma już jako takie doświadczenie, dobrze sobie radzi z obsługą jedzenia, to zdecydowanie lepiej sprawdza się u nas sadzanie na głodniaka, albo przynajmniej tę godzinę po mleku. Już chyba zaczynają działać skojarzenia głód-jedzenie i zainteresowanie talerzem jest wtedy większe.

Zakochany Piotruś :D #spaghetti #makaron #romantycznie #zakochanykundel #omnomnom

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Freelance Mama (@freelancemama)

Kokardki z marchewkowym pesto dziś zaserwowano ;) #obiad #makaron #smakosz #instababy #marchewka #wszystkowmarchewce

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Freelance Mama (@freelancemama)

Jakie widzę zalety metody BLW?

Przez te 6 miesięcy zaobserwowałam masę zalet takiego jedzenia. Przede wszystkim wszyscy zdrowiej się odżywiamy. Dzięki temu, że dziecko je to samo co my, dbamy o to, co wrzucamy na talerz. Przeszliśmy na warzywa gotowane na parze, częściej pieczemy niż smażymy. Przez skazę białkową przerzuciliśmy się też na mleko kozie, które jest zdrowsze od krowiego.
Gdy dziecko ma możliwość samodzielnego jedzenia, niesamowicie rozwija się jego koordynacja. Piotruś bardzo szybko nauczył się używać łyżeczki i widelca. A widząc to, co je, w formie właściwej a nie zmiksowanej, poznaje różne faktury i smaki. Skacze z radości, gdy widzi spaghetti albo rosół.
Z dzieckiem, który je to co wszyscy, nie ma problemu poza domem, czy to w gościach, czy w restauracji. Nie muszę ganiać za nim ze słoiczkiem lub specjalnie przygotowaną na tę okazję bezsmakową zupką. Częstuje się czymkolwiek z mojego talerza i jest szczęśliwy, bo je to co inni.
Jedząc obiad, Piotruś siedzi przy stole razem ze mną i mężem, jak równy z równym, pełnoprawny członek rodziny. Je sam, to co my. Zauważyłam też, że najlepiej je, gdy nie zwracamy na niego uwagi, tylko każdy skupia się na swoim talerzu. Obserwuje nas i robi to co my.
Zostawiając Piotrusia u babci, nie muszę już martwić się o to, co będzie jadł. Od kilku miesięcy zostawiam go bez odciągniętego mleka, a jak zgłodnieje, babcia daje mu kanapkę, kabanosa, szynkę, czy obiad i jest okej.

Co z karmieniem piersią?

Przerwy w karmieniu piersią z 1.5 godziny przeszły już w 4 godziny lub dłużej, gdy nie ma mnie w pobliżu :) Dalej jest to podstawa, jeszcze Piotrusia nie odstawiam, więc gdy tylko chce, to dostaje mleko. W praktyce jest to średnio 3-4 razy w ciągu dnia. Czasem wystarczy rano i wieczorem, czasem dodatkowo przed dwiema drzemkami, a czasem lubi sobie powisieć na cycu nieco częściej. Oczywiście (niestety) nadal karmię w nocy.
Karmienie piersią będę kontynuować dopóki Piotruś będzie czuł taką potrzebę. Skończył mi się zasiłek macierzyński, ale jako że mam komfort pracy w domu, to nie muszę z tego jeszcze rezygnować. Coraz częściej jednak staram się proponować Piotrusiowi normalne posiłki zamiast piersi. Ale to na jej widok szczerzy się najbardziej ;)

Pół roku BLW

Piotruś skończył już rok, dążę więc do tego, żeby miał pięć stałych posiłków w ciągu dnia – śniadanie, przekąskę, obiad, podwieczorek i kolację. Nie jest to proste, kiedy samemu nie ma się takich zwyczajów żywieniowych. Moja zasada jest taka, że jem, kiedy jestem głodna. Dlatego nad tym będę pracować ;)
Usłyszałam gdzieś ostatnio, że Polska jest jedynym z niewielu narodów, gdzie tak wielką wagę przykłada się do diety w ciągu dnia. W wielu krajach pilnuje się zróżnicowania posiłków w perspektywie tygodnia. Dlatego nie panikuję, gdy nie uda mi się w ciągu dnia zaliczyć całej piramidy żywieniowej.

BLW to metoda, w której rządzi dziecko i intuicja. Zdarzają się kryzysy, kiedy nie tylko Piotruś, ale i ja mam ochotę rzucić tą miseczką. Potrzeba wtedy trochę dystansu i myśl o tym, że później będzie lepiej i jeszcze sobie za to podziękuję ;)

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo, Prywatnie
To już rok!

Wspomnienie mojej babci

Zamknij