Ewa Podsiadły-Natorska „Błękitne Dziewczyny” – recenzja

Radom – miasto, kojarzone z zupkami chińskimi i chytrą babą. Miasto bez perspektyw. Miasto z beznadziejnie wysokim bezrobociem i brakiem nadziei na przyszłość. Miasto ludzi zdołowanych i nieszczęśliwych. Miasto, w którym żyję.


Kaja Redo – bohaterka książki „Błękitne Dziewczyny” Ewy Podsiadły-Natorskiej to zwykła dziewczyna, taka jakich pełno. Pracuje w redakcji tygodnika, zarabia niewiele ponad minimalną krajową. Nie ma szczęścia w miłości, ma prawie 30 lat i mieszka z rodzicami, w Radomiu. Wyróżnia ją jedno – mimo licznych niepowodzeń, jest szczęśliwa.

Sposób na szczęście

Kaja znalazła swój sposób na szczęście. Jest nim projekt internetowy „Szczęśliwe Polki”, gdzie umieszcza zdjęcia dziewczyn, które odniosły sukces. Nie jakiś spektakularny, ale swój własny. Mierzony własną miarą. Jest tam Iwona, która wyszła z depresji poporodowej, schudła 32 kilogramy i została trenerką fitness. Renata, która wydała swoją książkę kucharską. Malwina, która potrafi ubrać się za grosze, Lidia, która odeszła od męża tyrana, czy mama Kai – Krysia, która od ponad 30 lat tworzy szczęśliwy związek ze swoim mężem. Jest też pani Alinka, która po prostu kocha życie i kocha ludzi. Pozornie błaha strona na Facebooku w szybkim tempie rozrosła się do potężnych rozmiarów przedsięwzięcia. Wystarczył impuls, by uzyskać odzew tysięcy kobiet, szczęśliwych, bo właśnie tak postanowiły.

Radom – Dziadom

„Błękitne dziewczyny” to nie kolejna, banalna powieść o miłości. Mimo lekkiej formy, książka ma moc niemalże terapeutyczną. To wielka dawka pozytywnej energii i dowodu na to, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Skłania do refleksji i pobudza do działania. Usytuowanie akcji powieści w Radomiu, mieście, w którym podobno żyje się najgorzej, tym bardziej pokazuje, że szczęście nie zależy od tego, gdzie żyjemy i ile mamy na koncie. Jak pisze sama autorka „(…)to mój sprzeciw wobec zbiorowej frustracji i malkontenctwu, któremu ulegli Polacy – i wobec przekonania, że Radom jest dziurą, w której nic nie może się udać.”

Historia przedstawiona przez autorkę jest mi bardzo bliska. Tak jak Kaja, wychowałam się w Radomiu, wyjechałam na studia, ale wróciłam, by być tu szczęśliwa. Bohaterka, tak jak ja, kocha swoje miasto, jest lokalną patriotką i denerwują ją nieprzychylne komentarze pod jego adresem. Mój mąż jest rodowitym warszawiakiem, do tego Legionistą, więc jestem na bieżąco z tego typu opiniami.

„Kobiety są niesamowite, niech skonam, jeśli to nieprawda”.

„Błękitne dziewczyny” polecam każdej z Was, nie tylko radomiankom. To książka, która podnosi na duchu, motywuje, pociesza i bawi. Życie nie jest proste. Szczególnie w mieście, w którym trudno o dobrze płatną pracę, a co dopiero o spektakularny sukces. Jednak każdy ma wybór – możesz narzekać i nie robić nic, albo wziąć życie w swoje ręce i zrobić z nim coś sensownego. Kaja i jej przyjaciółki – Magda i Malwina, to zwykłe, fajne dziewczyny. Mają swoje problemy, lepsze i gorsze chwile. Ale każda z nich jest na swój sposób szczęśliwa. Bo szczęście to stan umysłu.

Kartka

Każda „Szczęśliwa Polka” fotografuje się z kartką, na której zapisuje to, z czego jest dumna. Może to być cokolwiek – urodzenie dziecka, zrzucenie 5 kilogramów, napisanie książki, zdobycie pracy marzeń, czy miłości swojego życia. Ja swoją już mam, a co Wy napisałybyście na swojej?

Błękitne Dziewczyny - recenzja

Kup książkę

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Recenzje
Cała prawda o Francuzkach – recenzja przedpremierowa

Krzesełko do karmienia Keter Multidine vs. IKEA Antilop

Zamknij