Potrzeba bliskości

Wczoraj zapowiadał się bardzo przyjemny wieczór. Piotruś bez problemu zasnął przed 19-stą, pominął nawet tradycyjną pobudkę po pół godziny. Zjadłam spokojnie kolację i radośnie usiadłam z laptopem do pracy. Kończyłam nadrabiać ostatnie poprawki do projektów, odpisywać na maile, a w perspektywie miałam już oglądanie z mężem zaległego odcinka „Paktu”. I przed 22-gą Piotruś się obudził. A już pisałam ostatniego maila. Nic to, pomyślałam, szybko nakarmię, dokończę i lecę przed telewizor.


Nakarmiłam, zasnął jak zwykle przy jedzeniu, odkładam go do łóżeczka. Obudził się.
No nic, jeszcze raz.
Pobujałam, odkładam do łóżeczka. Obudził się.
No to do trzech razy sztuka.
Pobujałam. Powolutku odkładam do łóżeczka, niczym minę lądową… obudził się.
Ciśnienie już mi się podnosi.
Ostatni raz.
Pobujałam, odczekałam, żeby głębiej zasnął. Milimetr po milimetrze kładę go, do materaca tak daleko, ale powolutku, powolutku… już dotyka prześcieradła… płacz.
Noszzz….

Potrzeba bliskości

Trudno, biorę go do sypialni, uśpię go cyckiem, obłożę poduszkami i pójdę pracować na dół.
Ale Piotrusiowi nie w głowie jedzenie ani szybkie zaśnięcie. Usiadł sobie, rozejrzał się, zauważył laptopa, poklepał w niego i na szczęście stwierdził, że jednak idzie spać. I wierci się. Przerzuca się z boku na bok, mnie szlag już trafia, a mail nadal czeka. Już załącza mi się tryb matki użalającej się nad swoim losem, że nawet wieczorem nie mam czasu dla siebie, bo jak nie usypiam go godzinę, to się co chwilę budzi albo urządza nocne imprezy.

I wtedy Piotruś zaczął się do mnie przytulać, szukać wygodnej pozycji tak, by tylko leżeć na mnie.
A mail nadal czeka.

Wtulił się w moje ramię. Nie, niewygodnie. Położył się na moim brzuchu. Nie, też nie. Przytulił się do mojej twarzy, objął mnie za szyję, położył się na piersi. Nie, tak też nie. Kładł się na pleckach, na brzuszku, na boku, łapał mnie za rękę, wciskał się pod pachę. Obejmował mnie w talii, kładł się wzdłuż i w poprzek. W końcu zasnął z głową na mojej miednicy, wpychając mi stópki pod pachę. Mail dalej nie wysłany, a ja w legginsach, swetrze i pełnym makijażu. Uziemiona.
Dobrze, że nie chciało mi się siku. Trzeba dostrzegać plusy w każdej sytuacji.

Potrzeba bliskości

I leżę tak, w niewygodnej pozycji, z dzieckiem na sobie. Z niedokończonym mailem i oddalającą się wizją serialu. Ale złość ustąpiła miejsca wzruszeniu. I tak sobie myślę…

Każda chwila, która doprowadza mnie do szału, kiedy Piotruś płacze, nie chce spać w łóżeczku oznacza, że on mnie po prostu potrzebuje. Mówi w ten sposób „Mamo, pozwól mi spać z Tobą, nie chcę spać sam”. Każde marudzenie, wiszenie na mojej nodze, gdy nie chce posiedzieć chwilę i sam się pobawić, żebym ja mogła coś zrobić, to jego wołanie o moją uwagę. Nie po to, żeby zrobić mi na złość, tylko dlatego, że tego potrzebuje. Każde wiszenie na cycku, karmienie co chwilę, to wszystko zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa i największej bliskości.

Tak trudno jest myśleć takimi kategoriami, kiedy jestem wkurzona, zmęczona, głodna, boli mnie głowa, w perspektywie mam jeszcze wieczorną pracę. a on nie chce zasnąć. W głowie przelatują mi niecenzuralne myśli, a przecież to tylko świadczy o jego przywiązaniu, potrzebie bliskości. Chce zostać ze mną, może się boi, może dokucza mu wyrzynający się kolejny ząbek, potrzebuje się poprzytulać, ma gorszy dzień, jak miewa każdy. Tak trudno jest czasem spojrzeć z perspektywy tego małego człowieczka. A on przecież nie robi tego specjalnie, nie chce robić mi na złość.

Dziecko nie jest lalką, którą można odkładać gdzie się chce i kiedy się chce. To, że marudzi w najmniej odpowiednich momentach, to nie jego wina. Niestety górę bierze zmęczenie, nadmiar obowiązków, przez co łatwiej jest się zdenerwować, niż przytulić, poleżeć z nim dłużej.

Zasnęłam tak z nim. W legginsach, swetrze i pełnym makijażu. Bez poduszki pod głową, przykryta do połowy jego małą kołderką. Maila wysłałam rano. A on smacznie spał z głową na mojej miednicy, wpychając mi stópki pod pachę.

Potrzeba bliskości

Potrzeba bliskości

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo, Prywatnie
Wierność papierowej tradycji

List do Świętego Mikołaja

Zamknij