Warsztat pracy mamy-freelancerki

Kiedyś wszystko było takie proste. Wstawałam około 7-mej, ubierałam się, szykowałam śniadanie i szłam do biura. Czyli do pokoju obok. Tam z przerwami pracowałam do 16-stej, potem robiłam obiad i miałam wolny wieczór. Czysta organizacja, ład i porządek.


Teraz moją organizację pracy niestety można określić jednym słowem – chaos. Czasem bardziej, czasem mniej ogarnięty, ale jednak chaos. Z reguły zaczynam pracę w salonie z laptopem na kolanach, w międzyczasie na tablecie piszę post na bloga, by wieczorem wreszcie usiąść do komputera w biurze i ogarnąć to wszystko. Ale chaos jest taki inspirujący, czyż nie? ;)

W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam od strony technicznej, jak wygląda moja codzienna praca, z jakich programów oraz sprzętów korzystam i jak udaje mi się wyjść z tego chaosu obronną ręką.

Cały ten osprzęt

Po porodzie w moim domowym biurze zatrzymał się czas. Gdy w kwietniu usiadłam tam, by zrobić porządek w papierach, kalendarz na ścianie nadal wskazywał datę 30 stycznia. Żałuję, że ciężko jest mi posiedzieć w moim królestwie dłużej w ciągu dnia. Ale z przyjemnością udaję się tam wieczorami, chłonąć namiastkę mojego poprzedniego trybu pracy.

Na co dzień pracuję na kilku urządzeniach jednocześnie. Nie da się inaczej. W skład mojego zaplecza sprzętowego wchodzą:

  • iMac 27’’ + dodatkowy monitor
  • Macbook Air 13’’
  • tablet graficzny Wacom Bamboo Pen&Touch
  • iPad + piórko Bamboo Stylus Pen i pędzelek Sensu Brush
  • smartfon iPhone 4s

iMac to moja stacja dowodzenia, moje wszystko. Kupiłam go już prawie 5 lat temu, przesiadając się pierwszy raz z Windowsa na Mac OS i nie ma mowy, żebym kiedyś wróciła do starego systemu. Właśnie na komputerze stacjonarnym powstaje większość moich projektów. Komfort pracy na dużym ekranie i płynność działania podnoszą moją wydajność do granic możliwości. Dodatkowo stosunkowo niedawno kupiłam laptopa Macbook Air. Wcześniej laptop nie był mi tak potrzebny, bo do działań mobilnych miałam iPada, ale teraz nie wyobrażam sobie go nie mieć.
Przez dłuższy czas myślałam, że tablet to niepotrzebny gadżet. Ani to komputer, ani smartfon, takie coś pomiędzy. Zmieniłam zdanie trzy lata temu, gdy zdecydowałam się na jego zakup. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Uwielbiam go za to, że ani to komputer, ani smarfon, tylko coś pomiędzy ;) Ogarniam na nim maile, dokumenty, czytam książki, robię notatki, piszę wpisy na bloga i coraz częściej po prostu projektuję. Czasem łatwiej jest usiąść na chwilę z iPadem, piórkiem Bamboo i zacząć rysować, niż wyciągać laptopa, odpalać Photoshopa i tablet graficzny.
Do telefonu jestem najmniej przywiązana. Już dawno minął mi szał na wypasione komórki. Zmieniam je dopiero gdy przestaną działać jak należy. Kupuję używane w komisie lub przez internet, tak by posłużyły mi do końca swoich dni. Aktualnie korzystam z iPhone’a 4s. W tematach zawodowych przydaje mi się do korzystania z notatek, plików na Dropboxie czy programu do księgowości.

Warsztat pracy mamy-freelancerki

Internet przede wszystkim

Podstawą mojej pracy jest internet. Pewnie w tych czasach nikogo już to nie dziwi. W domu mam internet stacjonarny, ale dodatkowo posiadam abonament na internet mobilny LTE, z którego korzystam głównie w iPadzie. To prawda, że pracując w domu, nie jest mi on niezbędny. Wszystko ma teraz wifi, więc łączy się z tym stacjonarnym. Jednak gdy jestem poza domem, też potrzebuję mieć stały dostęp do sieci. Często muszę sprawdzać pocztę, pilnować, czy nie dzieje się żadna tragedia. Wszystkie pliki mam zsynchronizowane ze sobą między komputerami i tabletem, więc w razie pilnej potrzeby, mam do nich stały dostęp. Mogę być w pracy, będąc w kawiarni, u rodziców, w parku czy w centrum handlowym. Daje mi to spokój psychiczny, że trzymam rękę na pulsie. Nie lubię marnować czasu, a dzięki stałemu dostępowi do internetu 1,5-godzinną trasę do Piotrusiowych dziadków mogę przeznaczyć na napisanie wpisu na bloga, sprawdzenie poczty czy ogarnięcie Facebooka i Instagrama. Samo się nie zrobi, a takie chwile „w międzyczasie” są idealne na social media.

Dropbox, Evernote i Trello

Te trzy programy to dla mnie podstawa jakiegokolwiek zorganizowanego działania. Wszystkie projekty, nad którymi aktualnie pracuję, trzymam na Dropboxie. Dzięki temu zarówno na laptopie jak i na komputerze stacjonarnym mogę pracować na tych samych plikach. Zaczynam na laptopie w salonie, a kończę na iMacu w biurze. Przez Dropboxa współdzielę również pliki z programistą czy innymi ludźmi, z którymi współpracuję. Korzystam z darmowego konta i powiększonej przestrzeni do ok. 20GB. Jest to wystarczająca ilość miejsca do codziennej pracy. Nie mogłoby zabraknąć tego programu również na moim iPadzie i komórce.

Do Evernote przekonałam się kilka miesięcy temu. Robiłam do niego podejścia kilka razy, ale jakoś nie mogłam go poczuć. Dopiero po webinarze Pani Swojego Czasu, dałam mu jeszcze jedną szansę. I tak został u mnie na zawsze :) W Evernote mam zrobionych kilka podstawowych notatników – do spraw zawodowych, blogowych, burz mózgów i do przepisów. To właśnie w tej aplikacji zapisuję pomysły na wpisy blogowe, ich szkice i finalne teksty. Gdy robię research do jakiegoś projektu, często na tablecie, bo tak wygodniej, to też wrzucam wszystko do Evernote, tak by potem mieć do tego dobry dostęp na laptopie czy iMacu.

No i Trello. Uwielbiam go za prostotę. Nigdy nie mogę przekonać się do typowych programów do zarządzania projektami. Za dużo tam funkcji, szybko mi się odechciewa. Trello zauroczył mnie swoją prostotą. Zwyczajne kilka list, na których można pisać wszystko, przeciągać pozycje między nimi, dzielić je z innymi. Wszystko czego mi potrzeba. Zapisuję tam wyceny, aktualne projekty czy spontaniczne pomysły. Łatwo przerzucam konkretne projekty między etapami i oznaczam je za pomocą etykiet. Trello pomaga mi trzymać wszystko w prostej, logicznej formie. Już dawno stał się moim nawykiem.

Warsztat pracy mamy-freelancerki

Kreatywność nie lubi ograniczeń

Czasem najlepiej pracuje mi się przy biurku, a czasem na kanapie. W biurze, kuchni, salonie lub w pokoju dziecka. Często najlepsze pomysły przychodzą w najmniej oczekiwanych momentach. Zachowanie mobilności daje mi szansę na ich zapisanie, tak by potem na spokojnie je sobie przemyśleć. Od jakiegoś czasu modyfikuję mój styl pracy nad projektami graficznymi i zaczynam od porządnych szkiców na papierze. Do tej pory z reguły po jakichś wstępnych bazgrołach na kartce od razu siadałam do komputera. Teraz wracam do źródeł i moje papierowe szkice są całkiem nieźle dopracowane, zanim trafią na ekran. Po drodze lądują na iPadzie w aplikacji inkPad do grafiki wektorowej. Praca z kartką, ołówkiem czy nawet tabletowym piórkiem nadaje zupełnie inny klimat pracy.

Praca z kilkumiesięcznym dzieckiem u boku nie jest łatwa. Wymaga sprytnej organizacji i udogodnień, które pozwolą działać wydajnie w trudnych do sprecyzowania odcinkach czasu. Jednak dobór odpowiednich rozwiązań pozwala mi odzyskać nad tym kontrolę, nie tracąc radości i spontaniczności tworzenia.

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Kariera
Zabójczy perfekcjonizm freelancera

Nie bój się próbować nowych rzeczy

Zamknij