Sacrum

Jest taki moment kilka razy w ciągu dnia, kiedy wszechświat na chwilę się zatrzymuje. Pół godziny błogiej ciszy. Pół godziny, kiedy można zrobić wszystko. Byle szybko. Moje ulubione chwile w ciągu dnia. Drzemki. Moje sacrum.


Wiem już, że lewa strona naszego łóżka skrzypi bardziej niż prawa. Że idąc na górę, lepiej ominąć pierwszy schodek. Że drugi panel od drzwi w pokoju Piotrusia czasem trzeszczy. Pamiętam, żeby podczas drzemki w salonie nie schodzić do garażu i nie włączać ekspresu do kawy. Pamiętam o wyciszeniu telefonu i wypuszczeniu psa na dwór, żeby nie hałasował, nie stukał pazurami i nie skakał po łóżku. Drzemka to świętość. Czasem ciężko wypracowana, wygłaskana, wybujana i wyśpiewana. I robię wszystko, żeby trwała jak najdłużej.

Niestety bardzo często świat brutalnie przypomina o sobie, przerywając tę błogą ciszę. Listonosz, kurier – wrogowie numer jeden. Zawsze nie w porę, zawsze nagle i zawsze domofon dzwoni za głośno. Mąż już nie raz usłyszał parę ostrych słów, bo dzwonił w okolicach 10:30 na telefon stacjonarny. W takich momentach zachowuję się jak lwica broniąca swojego dziecka, lepiej nie wchodzić mi w drogę.

Sacrum

Drzemkę dziecka można zagospodarować na różne sposoby. Za każdym razem, gdy usypiam Piotrusia, w mojej głowie toczy się bitwa myśli – czy lepiej w tym czasie zrobić coś pożytecznego, ogarnąć kuchnię, popracować, puścić pranie, napisać coś na bloga czy może jednak zdrzemnąć się razem z nim. Najważniejsze to mieć plan zanim drzemka zacznie się na dobre. Pół godziny mija bardzo szybko, stanowczo za szybko. Nie można marnować ani chwili.

Z reguły te piękne 30 minut poświęcam na przyjemności. Rozsiadam się w fotelu, czytam książkę lub oglądam serial i piję kawę. Ogarniam social media, nadrabiam blogi. Czasem, gdy mam doła energetycznego, zasypiam razem z synkiem. Ale robię to dosyć rzadko, bo po drzemce jest mi gorzej niż przed. Wiadomo, dom sam się nie ogarnie, kuchnia się nie posprząta, a ślady śniadania w duchu BLW jeszcze koło południa są widoczne na podłodze. Ale część z domowych obowiązków da zrobić się przy dziecku – w nosidle, w chuście, czy zostawiając je zajęte zabawą. A chwila ciszy i spokoju jest tak cenna, że żal marnować ją na stanie przy desce do prasowania.

Sacrum

Gdy nie korzysta się z codziennej pomocy babci lub tatusia, gdy dziecko i dom przez większość dnia są na mojej głowie, bardzo łatwo jest wpaść w rytm ciągłego biegu. Obowiązki i bałagan zbierają się zdecydowanie szybciej niż znikają. Ale tak można w nieskończoność. Sprzątać można w kółko, a zaraz i tak będzie to samo. Nigdy nie byłam maniakiem sprzątania, daleko mi do perfekcyjnej pani domu. Nie oznacza to, że lubię żyć w bałaganie. Zwyczajnie na bieżąco ogarniam dom do takiego stanu, żeby można było przyjemnie posiedzieć. Nie latam codziennie z odkurzaczem i nie próbuję w pół godziny posprzątać wszystkiego na błysk. Jeszcze zdążę. Po południu, wieczorem, w weekend, czy w razie potrzeby z dzieckiem na plecach.

Moje zdrowie psychiczne jest ważniejsze niż lśniący dom. Te krótkie chwile, kiedy mogę zrobić coś dla siebie, są czasem ratunkiem dla zszarganych nerwów. Zdarza się, że dostaję bonus i drzemka trwa godzinę, a raz na ruski rok nawet półtorej! To jak wieczność! Wtedy udaje się połączyć przyjemne z pożytecznym i oprócz odpoczynku, chwilę popracować lub posprzątać. Jedno jest pewne – dziecko uczy podejmowania szybkich decyzji i bycia tu i teraz. Z drzemek trzeba korzystać, bo nie wiadomo kiedy i jak długa będzie następna. Często jest to czas na obowiązki, ale trzeba pamiętać też o sobie. Nieraz lepiej jest w tym czasie pomalować paznokcie i poczuć się piękną niż narzekać, że ani nie odpoczęłam, ani nie zdążyłam odkurzyć. Matka musi pozwolić sobie na chwilę egoizmu. To trzyma mnie przy życiu :)

Sacrum

Sacrum

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo, Prywatnie
Dziewczyna szamana

Małe rzeczy, które utrzymują mnie w równowadze psychicznej

Zamknij