Dziewczyna szamana

W dzieciństwie byłam kilka razy u takiego nowoczesnego znachora, szamana, jak zwał tak zwał. Miał mi on pomóc w problemach natury ortopedycznej. Jednak zanim wziął się za to co trzeba, stwierdził, że jestem poblokowana i musi mnie najpierw odblokować. Nie wiem o jakie blokady chodziło, ale wyczyniał jakieś swoje czary-mary.
Jednym z kluczowych „zabiegów” było przelewanie gorącego wosku nad moją głową. Potem to, co z niego wyszło pan znachor włożył do koperty i wręczył mi z odpowiednimi instrukcjami. Kopertę miałam włożyć do poduszki, oczywiście nie zaglądając do niej, spać na tym przez 7 dni, a po tym czasie wyrzucić do najbliższej rzeki. Najsłabszą stroną tego planu było to, że miałam kopertę, tudzież moją blokadę, pożegnać w milczeniu i nie odzywać się przez całą drogę do domu.

No dobrze, zrobiłam jak kazał. W sobotę tata zawiózł mnie nad rzekę Mleczną. Chwyciłam kopertę, zamachnęłam się, rzuciłam do rzeki i powiedziałam „Pa pa, płyń sobie”. Szlag. Nie wiem jak istotnym punktem tego planu był zakaz odzywania się i czy mimo tego zaklęcie zadziałało.

Ale patrząc na całą sytuację z perspektywy czasu…

Całe życie byłam postrzegana jako osoba nieśmiała. To określenie ciągnęło się za mną przez dzieciństwo, podstawówkę i gimnazjum. Trzymałam się z reguły z boku, cichutko. Nigdy wybitnie się nie wychylałam. Nauczyciele zawsze mówili, że jestem mądra, ale nieśmiała, nie zgłaszam się gdy znam odpowiedź na zadane pytanie i takie tam. Rodzice mieli podobne zdanie. Żyłam sobie w przeświadczeniu o swojej nieśmiałości aż do liceum.
Pamiętam jak na lekcji francuskiego, w drugiej lub trzeciej klasie, przerabialiśmy przymiotniki opisujące człowieka. Sorka kazała opisać siebie i swojego sąsiada kilkoma takimi wyrażeniami. Oczywiście pierwsze co przyszło mi na myśl to „Je suis timide” – „Jestem nieśmiała”. Gdy powiedziałam to na głos, Bartek, mój kolega z ławki, od razu się obruszył i wykrzyknął „Ty? Nieśmiała? Dobre sobie!”. I zonk.

No bo jak to? Przecież zawsze wszyscy mówili, że jestem nieśmiała, więc taka jestem.

Skłoniło mnie to do myślenia i rzeczywiście. W tamtym momencie życia, w liceum, nie byłam już nieśmiała. Byłam otwarta, miałam wielu przyjaciół, kombinowałam i interesowałam się wieloma rzeczami. Wiedziałam czego chcę i dążyłam do tego. Może to zmiana otoczenia, może z wiekiem mi przeszło, a może właśnie zaklęcie szamana zadziałało…? ;)

Ale do czego zmierzam…

Nieśmiała. To jedno niepozorne słowo potrafi mocno zaważyć na życiu dziecka i potem dorosłego człowieka. Wmawiane przez rodziców, nauczycieli, czyli bądź co bądź autorytety. Słyszane tak często, że przyjęte jako prawda absolutna. Gdy dziecko słyszy w kółko, że jest nieśmiałe, nie sprawi to, że przestanie takie być. Wręcz przeciwnie. Skoro tak mówią, to takie będzie, bo samo w to uwierzy.
W tamtych czasach nie znałam jeszcze pojęcia introwertyka i ekstrawertyka. Teraz już wiem, że jestem głównie tym pierwszym. Lubię spokój, swoje towarzystwo, jestem domatorem. Co nie znaczy, że nie lubię i nie potrzebuję ludzi i bycia czasem w centrum uwagi. Każdy człowiek jest po części taki i taki. A przypisywanie mu od najmłodszych lat niewłaściwych łatek naprawdę potrafi skrzywdzić. Może to po prostu brak pewności siebie, wiary we własne możliwości. Niektórzy z tego wyrosną, uwierzą w siebie, ale są tacy, za którymi ciągnie się to cały czas.

Nie wiem jaki będzie Piotruś. Czy będzie skryty czy przebojowy. Spokojny czy rozbrykany. Jaki by nie był, mam nadzieję, że uda mi się uniknąć tego typu określeń. Że wychowam go na człowieka świadomego własnej wartości. W każdym drzemie potencjał. Sztuką jest nie tylko pomóc go wydobyć, ale też nie zaprzepaścić go.

Podejrzewam, że gdybym moim nauczycielom z gimnazjum czy podstawówki opowiedziała moje życie do tego momentu, ze zdziwieniem odrzekliby „Ty?? Janasówna??”. Nie zapowiadało się, że będę wychylać się przed szereg. Że będę studiować informatykę, aby założyć potem własną działalność. Że będę spotykać się z facetami z portalu randkowego by wyjść za jednego z nich za mąż. Że będę iść pod prąd i wrócę do miasta, z którego wszyscy młodzi uciekają. Że przełamię strach i będę prelegentem na kilku konferencjach. Że będę prowadzić bloga i głośno mówić to, co myślę. Że będę mieć odwagę by być szczęśliwa.

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Prywatnie, Rozwój
Małe rzeczy, które utrzymują mnie w równowadze psychicznej

Sekret prawdziwej wolności

Zamknij