Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Pół godziny. W pół godziny można zrobić różne rzeczy. Wypić kawę, poczytać, przebimbać na fejsie, lub żeby brzmiało poważniej – ogarnąć social media, zjeść coś, upiec muffiny, obejrzeć odcinek serialu, odpisać na maile, napisać wpis na bloga, zwyczajnie poleżeć, albo pomalować kilka frontów kuchennych. Pół godziny, bo tyle trwają z reguły drzemki mojego synka – głównie w takich odcinkach czasowych udało mi się odmalować kuchnię :)

Zawsze lubiłam wprowadzać jakieś zmiany w domu. Ściany odmalowywałabym najchętniej co sezon. Za każdym razem gdy mój mąż wyjeżdżał na weekend kibicować Legii, bał się, co nowego zastanie po powrocie do domu. Bo najlepsze są niespodzianki. Szczególnie, że on bardzo sceptycznie podchodzi do moich koncepcji, więc wolę stawiać go przed faktem dokonanym ;) Obawiałam się, że teraz, gdy jest Piotruś, wszelkie remonty będą musiały poczekać. Szkoda, bo mam tyyyyle pomysłów!

Z zamiarem odmalowania mebli w kuchni nosiłam się w sumie trzy lata. Tyle zajęło mi przekonywanie męża, bo on jest z tych, że jak coś jest drewniane, to się tego nie rusza. Co tam, że zajechane, że już nijak fajnie nie wyglądają, ale drewno trzeba szanować! W końcu po wielu dyskusjach, wizualizacjach, próbce jednego frontu przekonał się. No powiedzmy… ;)

Kuchnia - przed

Kuchnia przed remontem

Uwielbiam kuchnie białe, jak najjaśniejsze, w stylu romantycznym, prowansalskim. Lubię też minimalizm, błyszczące fronty bez klamek, jednak do mnie bardziej pasuje kuchnia tradycyjna. Nasze meble mają już 15 lat, ale generalnie są w bardzo dobrym stanie technicznym. Nasz budżet nie przewidywał zakupu nowych mebli, więc idealnym rozwiązaniem było przemalowanie tych istniejących. Do projektów DIY długo nie trzeba mnie namawiać, więc czekałam tylko na dobry moment. Nie wyobrażałam sobie organizacji pracy przy dziecku, ale kiedyś trzeba było zacząć. Stwierdziłam więc, że przeznaczę na to dwa tygodnie października. Powolutku, szafka po szafce, będę robić to przez dwa tygodnie, ale pomaluję. Gdy nastał więc październik, złapałam za wałek i zaczęłam.

Korzystałam z każdej drzemki dziecka i z chwil, kiedy Piotruś bawił się sam. Nie było czasu na powolne nastrajanie się, tylko szybkie decyzje. Farba, którą malowałam, praktycznie nie śmierdzi. Dzięki temu nie musiałam wyłączać z życia kuchni na dwa tygodnie. Po każdym dniu ogarniałam wszystko, wycierałam, chowałam farbę i rano leciałam dalej. Jedną ręką smażyłam naleśniki, a drugą domalowywałam szufladkę. Szykowałam obiad i obklejałam szafki. Dodatkowo z godzinka-dwie wieczorem i małymi kroczkami projekt został zakończony. Malowanie ścian trzeba było załatwić już szybciej, w dwa dni, bo jednak ta farba już śmierdzi, więc Piotruś nie mógł mieć wstępu do kuchni.

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Farba, jaką malowałam meble to Syntilor „Kuchnia odNowa” w kolorze białym. Według producenta jest bardzo wydajna i kryje już jedną warstwą. Że wydajna to się zgodzę, bo na całą kuchnię zużyłam ok. 1,25 l (jedna duża puszka i pół małej), ale warstw jest ze cztery. Nawet chlebak, który jest z czystego drewna sosnowego, malowany był dwiema warstwami. Farba jest gęsta, fajnie się rozprowadza i szybko schnie. Jak już wspominałam, jest praktycznie bezzapachowa, co uważam za duży plus. Można nią malować też blaty i płytki na ścianach. Ja ograniczyłam się jednak do szafek. Farba nie jest najtańsza – litrowa puszka kosztuje około 100zł, a półlitrowa 60zł, ale ostatecznie jestem bardzo zadowolona z efektu. Na ścianach jest natomiast Dekoral z serii „Kuchnia i łazienka”, farba satynowa, w kolorze „Kamienista plaża”. Jej struktura ma podobno chronić ściany przed tłustymi plamami, jest łatwa do mycia i odporna na wilgoć. Idealna przy dziecku i BLW ;) Po rozbryzganej przeze mnie blenderem na ścianie zupie dyniowej wreszcie nie ma śladu. Prawie wystarczyło mi jedno małe opakowanie 2,5-litrowe, ale mąż dopatrzył się, że jeszcze gdzieniegdzie dobrze nie pokryło, więc trzeba było otworzyć drugie.

Łączny koszt tego mini-remontu to około 300zł. Niewiele jak na kuchenną odnowę, prawda? :)

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Na ścianie pojawił się też naklejany folkowy motyw od Puzzlove. Te puzzlowe naklejki to zwyczajne małe kwadraciki, które z dołączoną instrukcją naklejamy w konkretny motyw. Zabawa jest przy tym przednia! Jako informatyk i grafik lubię piksele, gry logiczne typu Pic-a-Pix, więc przeniesienie pikselowej układanki na ścianę było super :) Dodatkowo kwiatowy motyw z naklejki powtórzyłam w obrazkach na innej ścianie.

Najbardziej jestem zadowolona z tego, że mi się udało! Myślałam, że skoro czasem ledwo ogarniam przyziemne czynności zajmując się dzieckiem, to remont jest daleko poza granicami moich możliwości. Okazało się, że wystarczy odrobina chęci, samozaparcia, systematyczności i wszystko się da :) Trochę kosztem fejsa, instagrama i seriali, ale to może i dobrze, mały odwyk nikomu nie zaszkodzi. Teraz na nowo pokochałam moją kuchnię! Korzystając z okazji i bałaganu, wymieniliśmy też lodówkę z zabudowanej na wolnostojącą. Pozostało nam jeszcze wymienić stolik i blaty, mam nadzieję, że uda się niedługo, i będzie wtedy idealnie :)

Zostawiam Was z garścią zdjęć z kuchennej metamorfozy.

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Kuchenna rewolucja Freelance Mamy

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Dom
Magia codzienności

Matko, znajdź chwilę dla siebie!

Zamknij