Nasze wyprawkowe top 5

Po ponad pół roku z Piotrusiem na świecie jestem w stanie zweryfikować, co z jego skrzętnie dobieranej wyprawki zdało egzamin, a co okazało się niepotrzebne. W ciążowej euforii bardzo łatwo jest wpaść w zakupowy nałóg i kupić wszystko, co wydaje się choć trochę przydatne. A tak naprawdę niewiele jest rzeczy, bez których nie można by się obejść. Nie mówię tutaj o takich podstawach jak łóżeczko, wózek czy przewijak, ale o takich bardziej dodatkowych gadżetach, nad którymi człowiek się zastanawia.

Oto pięć naszych hitów, bez których nie wyobrażam sobie początków macierzyństwa:

1. Niania elektroniczna

Mieszkamy w szeregowcu, w którym są trzy kondygnacje. Pokój Piotrusia jest na piętrze, kuchnia na dole, a na samej górze mamy naszą salę kinową. Nie wyobrażam sobie więc funkcjonowania bez niani elektronicznej. Wystarczy, że Piotruś drzemie u siebie, ja gotuję, chodzi okap kuchenny i już nie ma szans, żebym usłyszała jego płacz. Nie wyobrażam sobie bez niej nocy, bo mimo że nasza sypialnia jest obok pokoju dziecka, mój twardy sen jest skuteczną barierą dźwiękową ;) Nawet niania czasem wymięka.

Nasze wyprawkowe top 5 - niania elektroniczna

Nasza niania to AngelCare AC401, w wersji z monitorem ruchu. Przyznam się, że tej płytki od monitora ruchu nawet raz nie włączyłam. Sama niania bardzo dobrze się sprawuje. Ma zasięg do 250 metrów, łapie w każdym punkcie domu. Wyposażona jest w uroczą lampkę-aureolkę, która daje delikatne światło, idealne do nocnego karmienia. Koszt nowej to około 400-500zł (jest wersja z jedną lub dwiema płytkami). Ja kupiłam używaną na Allegro za 100zł.
Z naszą nianią tworzymy zgrany trójkąt. Je z nami romantyczne kolacje, spędzamy razem wieczory przed telewizorem i śpimy w jednym łóżku ;)

Piękny wieczór ? #ciepełko #ptakićwierkają #jamesbaywgłośnikach #herbatawkieliszku ;)

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Freelance Mama (@freelancemama)

Ach, dziecię smacznie śpi, czas na sobotni wieczorny relaks przed telewizorem :) #popcorn #film #kinodomowe #relaks #nianiapilnuje

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Freelance Mama (@freelancemama)

2. Laktator

Zwykły, tani, ręczny laktator. Nie używam go na co dzień, ale gdy tylko muszę zostawić Piotrusia pod czyjąś opieką, chodzi na pełnych obrotach. Przy dłuższych sesjach z laktatorem żałowałam, że nie mam elektrycznego, ale chyba byłby to zbędny wydatek. Ten w zupełności daje radę. Dzięki ręcznemu pompowaniu, można dostosować tempo „ssania”, a patrząc na dziecko mogę sobie nawet wyobrazić, że karmię i od razu lepiej leci ;)

Nasze wyprawkowe top 5 - laktator

Mam laktator marki Happy Family, kupiony na Allegro za 30 kilka złotych. Łatwo się czyści, ma standardową konstrukcję, wszystkie części da się odczepić i dobrze umyć.

3. Chusta

Przygodę z chustą zaczęliśmy już w drugim tygodniu Piotrusiowego życia. Kupując ją, nie za bardzo orientowałam się jeszcze w najlepszych markach na rynku. Podczas wyprawkowych zakupów trafiłam w sklepie na chustę Womara, więc ją wzięłam. Od początku bardzo fajnie się sprawdzała, im dłużej z niej korzystałam, tym było lepiej, bo robiła się coraz bardziej miękka.

Popieramy akcję #nicminiewisi u @matka_corek :)

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Freelance Mama (@freelancemama)

Po kilku miesiącach kupiłam chustę kółkową z Natibaby. Po bliskim kontakcie z o wiele lepszą jakością Womar poszedł w odstawkę i używam go okazjonalnie. Chustę oceniam więc jako zakup genialny, jeden z najlepszych, natomiast następnym razem kupiłabym innej firmy. Najbardziej urzekł mnie Didymos, który nabyła moja siostra :)

Nasze wyprawkowe top 5 - chusta

Niemniej jednak Womar spisał się świetnie przez pierwsze miesiące, sprawdził się na spacerach, w domu, podczas pracy, przy sobotnich porządkach i cudownie długich drzemkach.
Koszt dobrej chusty waha się od ok. 150zł do kilkuset (nawet okolic tysiąca) złotych. Zwykły śmiertelnik spokojnie będzie usatysfakcjonowany dolną półką cenową.

4. Mata edukacyjna

Matę edukacyjną kupiłam w okolicach drugiego miesiąca. Wybrałam Fisher Price Rainforest, bo wyglądała na wybajerzoną, ale estetyczną ;) Piotruś od samego początku fajnie się na niej bawił, potrafił tak spędzać godziny. W miarę rośnięcia sięgał do kolejnych zabawek, interesował się nowymi funkcjami, uderzał, ciągnął, podgryzał i obśliniał wszystko co się dało. Najlepiej sprawdzała się, gdy opanował już przekręcanie się z brzuszka na plecy i odwrotnie.
Teraz odczepiłam od niej pałąki, czasem montuję je przy łóżeczku. Do zabawy używamy samej maty. Pałąki stały się dosyć ograniczające.

Nasze wyprawkowe top 5 - mata edukacyjna

Koszt maty Fisher Price Rainforest to 250-300zł. Ja kupiłam na Allegro używaną, w stanie idealnym za 60zł.

5. Fotel do karmienia

„Po co Ci ten fotel?! Na łóżku sobie usiądziesz!” – tak kończyła się każda dyskusja z moim mężem na temat planowanego zakupu fotela do karmienia ;) Na szczęście twardo stałam przy swoim i kupiłam mój jedyny, wymarzony fotel Strandmon z IKEA. Zakochałam się w nim od pierwszego na nim klapnięcia. Ten, tylko ten, żaden inny. Odstraszała mnie trochę cena – 899zł. Ale zaoszczędziłam na niego z dodatkowych zleceń i z czystym sumieniem nabyłam. Zamiast podnóżka idealnie sprawdza się szydełkowa pufa.

Teraz Strandmon jest moim najukochańszym meblem w całym domu. Karmię w nim, czytam, szydełkuję, pracuję, a nawet drzemię. Cudownie wygodny, z podparciem pod głowę, ciężko jest nie odpłynąć podczas nocnego karmienia ;)

Nasze wyprawkowe top  5 - fotel do karmienia

W aktualnej ofercie IKEA fotel jest dostępny w wielu pięknych wariantach kolorystycznych. Choruję na żółty i zielony. Ale kocham też mój granatowy i będziemy razem do końca życia ;)

Nasze dodatkowe „must have”

W pierwszych tygodniach do zestawu najczęściej używanych akcesoriów należała także suszarka. Ciężko ją zakwalifikować do noworodkowej wyprawki, ale powinni taką dodawać w zestawie do dziecka ;) W krytycznych płaczliwych momentach szum suszarki był niezawodny. Cały czas zastanawiałam się nad Szumisiem, ale suszarka plus ewentualny szum z YouTube wystarczyły. Teraz i tak szum już na Piotrusia nie działa, co najwyżej czasem podpieram się moim autorskim „szszszszszszsz…”.

I jeszcze jedna bardzo praktyczna rzecz – szare mydło. Żadne Vanishe czy inne odplamiacze tak ładnie nie wywabiają kupy z ubrań ;) Czasami chlustam plamę odrobiną płynu Dzidziuś, ale mydło jest bardziej ekonomiczne.

Bez czego mogłabym się obejść?

Wydaje mi się, że nie zaliczyłam żadnej większej wyprawkowej wpadki. Wszystko, co kupiłam, przydało się przynajmniej przez chwilę. Są jednak rzeczy, bez których mogłabym się obejść:

  • leżaczek bujaczek – Piotruś bawił się w nim czasami, ale nie na tyle często, żebym nie mogła bez niego żyć,
  • siedzonko do wanienki – super przydatne na początku, gdy nie miałam jeszcze takiej pewności w trzymaniu bobaska, jednak używałam dość krótko,
  • termometr do wanienki – pierwsze kąpiele były kontrolowane co do stopnia, ale szybko mi się to znudziło i przeszłam na sprawdzanie temperatury łokciem,
  • grzebyk – szczotkę do włosów kupiłam w zestawie razem z grzebykiem, którego nie użyłam ani razu,
  • pilniczek do paznokci – nie wyobrażam sobie piłowania paznokci u niemowlaka; samo obcinanie nożyczkami lub obcążkami to jest hardkor i wymaga zwinności ninja; ale było w zestawie, więc mam.

Wyprawkowe hity zależą od dziecka, nie u każdego sprawdzi się to samo. A jakie produkty u Was zdały egzamin? Podzielcie się w komentarzach :)

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo
Ergonomiczne nosidło Boba – recenzja

Nowe obrazki u Piotrusia i grafika do pobrania

Zamknij