Nasze początki z BLW

Odkąd Piotruś skończył 5 i pół miesiąca i zaczął siedzieć, rozszerzamy mu dietę metodą BLW (Baby Lead Weaning). Pewnie jest Wam to pojęcie w jakimś tam stopniu znane, bo dylematy słoiczki kontra BLW są ostatnio na czasie. Generalnie chodzi o to, że nie karmimy dziecka przetworami ze słoiczka, łyżeczką, tylko dajemy mu „normalne” jedzenie. Dziecko je samo, tyle ile chce, to co chce, tak długo jak chce. Czyli dosłownie odstawianie kierowane przez dziecko.

To nie jest tak, że od początku byłam wpatrzona w tę metodę i wiedziałam, że będę ją stosować. Będąc w ciąży słyszałam co nieco o BLW, ale były to strzępy informacji, które sprowadzały się jedynie do tego, że dziecko je samo. Nie wiedziałam jak to wygląda w praktyce, miałam sporo wątpliwości, szczególnie dotyczące tego, czy dziecko się najada i czy nie brakuje mu wartości odżywczych. Myślałam, że dla świętego spokoju i wygody zdecydujemy się na słoiczki.

W miarę zbliżania się do naszego rozszerzania diety czytałam, analizowałam, żeby podjąć jak najbardziej słuszną decyzję. Przede wszystkim obserwowałam Piotrusia, żeby to on zdecydował, kiedy będzie gotowy na pierwsze normalne jedzenie.

Co mnie przekonało do BLW?

Przede wszystkim kwestia zaufania. Przy BLW to dziecko decyduje ile zje, czy w ogóle coś zje, co wybierze z talerza, a co po prostu wywali. Tak jak przy karmieniu piersią samo dyktuje warunki, tak też tutaj ma prawo być lub nie być głodne. Patrząc na to jeszcze z innej strony – karmiąc piersią dziecko je samo, samo chwyta za pierś, samo ssie. Potem, gdy jest już większe i dostaje sztućce, to też je samo. Po co więc robić przerywnik na swego rodzaju ubezwłasnowolnienie i wciskać mu jedzenie łyżeczką, kiedy może jeść samodzielnie?
Z BLW jedzenie to zabawa. Szczególnie na początku, kiedy bobas nie wiąże tego jeszcze z nasyceniem. Bierze jedzenie w rączki, wkłada do buzi, testuje, ogląda, rozrzuca i bada. Obserwuje, czym różni się papryka od pomidora, mimo że obydwa warzywa są czerwone. Sprawdza konsystencję i może zdecydować, co konkretnie mu smakuje, a co nie. Nie dostaje jednakowej papki, która raz smakuje tak, a raz inaczej.
Ta samodzielność ma jeszcze jedną zaletę – sadzam Piotrusia w krzesełku, daję mu jedzenie, on sobie je, a ja mogę w tym czasie spokojnie wypić kawę, poczytać książkę, popracować czy zjeść swój obiad. Ciepły. Zero podawania papki łyźeczką, zero podchodów i latających samolocików, żeby otworzył buzię. Zero ganiania z miską i łyżeczką dziecka uciekającego na rowerku przed kolacją (zaobserwowane u sąsiadów ;)). Jedzenie kojarzy się z przyjemnością.

Nasze początki z BLW

Jakie miałam obawy?

Po pierwsze – czy Piotruś da radę. Przecież był dopiero taki malutki, ledwo to się nauczyło trzymać w rączce grzechotkę, i że niby ma tak po prostu sam jeść? Nic bardziej mylnego! Odkąd zaczął dobierać się do mojego talerza koordynacja idzie mu pierwszorzędnie. Pewnym chwytem łapie kawałki jedzenia i ładuje prosto do buzi. Potem troche wypluje, trochę mu wyleci, ale od początku coś tam już przełyka. A postępy w tej materii są niesamowite, co dzień to lepiej mu to idzie.
Druga kwestia to czy dziecko w ten sposób się najada i czy nie brakuje mu witamin. Otóż na początku nie, nie najada się tym. Ale to nie o najedzenie się chodzi. Cały czas podstawą żywienia jest moje mleko, tym zaspokaja głód. Z czasem, gdy będą zmieniać się proporcje między mlekiem a stałymi pokarmami, Piotruś zacznie więcej zjadać i tym samym zauważy, że to też jest sycące. Na razie uczy się, poznaje smaki, bawi się jedzeniem. Jeśli natomiast chodzi o witaminy to tutaj też podstawą jest mleko. Nic nie da mu takiej bomby wartości odżywczych. Są jednak składniki ciężko przyswajalne z mleka matki, np. żelazo. Dlatego od początku trzeba zadbać o to, by podawać dziecku produkty, które to nadrobią.

Nasze początki z BLW

Jak nam idzie?

Super! Okazuje się, że Piotruś jest żarłokiem nie tylko mlecznym ;) Załapał już skojarzenie, że krzesełko i śliniak oznacza jedzenie. Od razu rozgląda się za czymś do spróbowania. Są potrawy, przy których babra się niesamowicie, ale patrząc na jego radość, nie myśli się o tym, że trzeba będzie to posprzątać ;)
Mój synek spróbował już wiele, m.in. warzywa (marchewka, papryka, ziemniak, fasolka szparagowa, bakłażan, cukinia, ogórek, suszone pomidory, sałata), owoce (jabłko, gruszka, mango, melon, banan, ananas, borówki), spaghetti bolognese, pierś i udko z kurczaka, pstrąga łososiowego, domową pizzę, naleśniki, placuszki owsiane, chleb, ryż, szynkę, sushi (bez ryby). Robię mu też smakołyki z kaszy jaglanej, np. panna cottę na kozim mleku, bydyń czy kosteczki jaglane. Nieraz wcina aż mu się uszy trzęsą, a nieraz tylko się bawi i rozrzuca. Ale taki urok BLW. Pies już się nauczył, że warto czuwać w pobliżu :)

Nasze początki z BLW

BLW budzi wiele kontrowersji, szczególnie u starszego pokolenia, które nie zdaje sobie sprawy z alternatywy do kaszek, słoiczków i bezsmakowych zupek. Nie wyobrażają sobie, że można dziecku podać coś przyprawionego. A dziecko też człowiek. Mnie nie smakuje zupa bez smaku, więc nie ma co się dziwić jemu. Podobno jeśli w ciąży je się pikantne potrawy, to dziecko też będzie takie lubiło, bo poznało ostrzejszy smak wód płodowych. Jeśli to prawda, to od początku powinnam obok mleka podawać Piotrusiowi curry ;)

BLW ma masę zalet. Nie uważam, że to jedyna słuszna droga, bo w zupełności rozumiem mamy słoiczkowe. Każdy wybiera to, co dla niego wygodniejsze i do czego ma przekonanie. Polecam jednak zapoznać się z tematem, nawet tak, z czystej ciekawości. Bo BLW nie jest niczym nowym, tylko od niedawna dostało swoją definicję. Tak naprawdę jest to po prostu intuicyjne.

Nasze początki z BLW

Nasze początki z BLW

Nasze krzesełko to Keter Multidine.

Jako podstawową lekturę na temat BLW polecam książkę Gill Rapley, Tracy Murkett „Bobas Lubi Wybór”.

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo
Od kiedy Cię mam…

Wyobrażałam sobie dziecko

Zamknij