Autentyczność marki, czyli mój firmowy rebranding

Prowadzę swoją działalność gospodarczą już cztery lata. Założyłam ją jako Salamander Studio – agencja kreatywna (agencja do zadań specjalnych, jak głosił slogan ;) ). Moim założeniem było wypracowanie marki jako wirtualne przedsiębiorstwo, ogarniające na odległość przeróżne projekty – od grafiki, przez strony, sklepy, po wideo i copywriting – takich fachmanów Salamander trzymał luźno pod swoimi skrzydłami, tudzież łapkami. Luźno, bo nie wiązała nas żadna umowa, tylko chęć współpracy między freelancerami. W przypadku konkretnych zleceń odpowiedni ludzie zajmowali się swoją działką, podpisywaliśmy umowy, wystawialiśmy faktury i wszystko fajnie hulało.

Taki stan rzeczy bardzo dobrze się sprawdzał. Odpowiadało mi to, było ciekawie, wszystko ładnie się kręciło, zgodnie z biznesplanem. Firma miała nawet swoją maskotkę, potocznie zwaną przez nas „gadziną” (tak wiem, że salamandra to płaz, a nie gad, ale dla mnie to zawsze będzie gadzina ;) ). W kontaktach z klientami, na stronie, w ofercie komunikowaliśmy się jako „my”. My – agencja. Byliśmy dostępni mniej więcej od 8 do 16, jak firma. A ja mianowałam się dumnie „Dyrektorem Kreatywnym”. Ach, jest moc w tych dwóch słowach.

Aż nadeszły zmiany.

Zmiany w moim życiu.

Pojawiło się dziecko.

Autentyczność marki, czyli mój firmowy rebranding

Mój dzień pracy zmienił się diametralnie. Zamiast spokojnych ośmiu godzin przed komputerem nadganiam projekty wieczorami lub łapię urwane chwile w ciągu dnia. Koordynacja większych projektów nie jest łatwa w takim systemie pracy, gdy nie można na bieżąco odpowiadać na maile. A moim asystentem, dyrektorem i prezesem został on – Piotruś. Kreowanie się więc jako profesjonalna firma trochę minęło się z prawdą. Pisząc ofertę jako „my”, z dzieckiem przy piersi i grzechotką w zębach czułam, że coś tu nie gra.

Nic tak dobrze nie sprzyja życiowym przemyśleniom jak nocne karmienie. Mamy przesypiających noce bobasów – nie wiecie, co tracicie ;) Spędzając tak długie minuty w fotelu zaczęłam analizować, o co mi w tym wszystkim chodzi. Jaki jest mój cel, mój styl, jak chcę się kreować. Kto jest moim idealnym klientem i jak powinnam budować swoją markę.

I wtedy postanowiłam.

Czas na zmiany w biznesie.

Autentyczność marki, czyli mój firmowy rebranding

Z moich głębokich przemyśleń wynikło, że to, na czym najbardziej mi zależy w budowaniu marki to spójność z nią. Autentyczność. Nie chcę udawać, kreować się jako kilkuosobowa firma, gdy taką JUŻ nie jestem. Powrót do ośmiogodzinnego dnia pracy nastąpi dopiero, gdy moje dziecko pójdzie do przedszkola. Ale wtedy, mam nadzieję, pojawi się kolejny szkrab, więc zabawa zacznie się od nowa. Daje mi to spokojnie kilka lat pracy w stylu typowego wolnego strzelca. Bez sztywnych ram, elastycznie.

W kreowaniu siebie w biznesie niezmiernie ważne jest zaufanie. Szczególnie w pracy na odległość, gdzie kontakt od początku do końca jest wyłącznie wirtualny. Firmy, z którymi współpracuję, powierzają mi szczegółowe informacje na ich temat, nie mówiąc już o wpłacanych w ciemno zaliczkach. Jeśli nie poczują choć odrobiny sympatii i szczerości z mojej strony, szanse na zdobycie zleceń maleją. Dlatego też postanowiłam wprowadzić te zmiany i budować nową markę, w zgodzie ze sobą, swoimi wartościami. W zgodzie z tym, kim jestem. A jestem freelancerem. I matką. Teraz to jest moja droga.

Autentyczność marki, czyli mój firmowy rebranding

Nie znaczy to, że wcześniej, jako Salamander Studio, błądziłam. Zdecydowanie nie. To był strzał w dziesiątkę dla mojego wcześniejszego JA – studentki, potem absolwentki, młodej mężatki, businesswoman. Trochę szkoda tej gadziny, ale nie czas na sentymenty, trzeba iść do przodu, w zgodzie ze swoim wewnętrznym głosem. Z jasną wizją tego, kim jestem. Bardzo możliwe, że moja nowa marka nie przemówi do wielkich firm, które uznają współpracę tylko z równie profesjonalnymi przedsiębiorstwami. Ale doszłam do wniosku, że takie zlecenia mnie nie kręcą. Wolę projektować rzeczy mniejsze, dla ludzi, a nie korporacji. Takie, gdzie jest miejsce na osobisty kontakt, jakieś emocje, a nie ślepe podążanie ścieżkami wytyczonymi przez księgę znaku.

Dlatego teraz działam jako Brzozowska Design. Ja. Ewa. Grafik komputerowy. Freelancer. Matka. Pracująca czasem po nocach, czasem z dzieckiem przy piersi i grzechotką w zębach. Ale zawsze z pasją i zaangażowaniem. I tak ludzie mają mnie odbierać. Stawiam na szczerość, autentyczność, unikalność i jasny przekaz. Jeśli chcecie poznać mnie od tej strony nieco bliżej, zapraszam na stronę. Może nawet skusicie się na małą współpracę ;) Followujcie mnie też na Instagramie i lajkujcie na Fejsie – będzie mi bardzo miło :)

Autentyczność marki, czyli mój firmowy rebranding

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Kariera, Prywatnie
Jeśli kogoś kochasz, jeśli wiesz… 3 rocznica ślubu

Od kiedy Cię mam…

Zamknij