Wyobrażałam sobie dziecko

Gdy byłam w ciąży, często zastanawiałam się, jakie będzie moje dziecko. Jak będzie wyglądać, czy będzie mieć ciemne włosy, czy jego oczy będą zielone czy brązowe. Ale przede wszystkim wyobrażałam sobie nas. Spokojne spacery po parku. Długie drzemki w wózku, podczas których ja, zrelaksowana, czytam książkę. Miłe wieczory, gdy zaraz po karmieniu Piotruś usypia sam w łóżeczku, przytulony do misia. Z jedno czy dwa karmienia w nocy, żeby nie było zbyt idealnie, a potem pobudka, tak koło dziewiątej. Uśmiechnięty berbeć, wyspany witający mnie w swoim łóżeczku. Wyobrażałam sobie nasze wspólne dni wypełnione drzemkami, zabawą, karmieniem. Czasem jakiś wypad do Galerii, powolne spacery po sklepach.

Wyobrażałam sobie dziecko idealne, bo przecież na takie zasługuję, prawda?

Nie przewidziałam tylko jednego. Tego, że dziecko ma charakter. A trafiło mi się nawet nieźle temperamentne.

Wyobraziłam sobie dziecko

Spokojne spacery? Teraz już tak, ale jeszcze kilka miesięcy wstecz na myśl o spacerze ciarki przechodziły mi po plecach. Już widziałam te szybkie powroty z dzieckiem na jednym ręku i wózkiem pchanym drugą. Nadal trzy razy się zastanowię zanim wejdę z nim do Lidla. To samo z długimi drzemkami. Jak już przeszedł kryzys bezdrzemkowy, to teraz są z reguły jedynie półgodzinne. Tak, długie też się zdarzają. Owszem. Na mnie.

Wieczorne usypianie miało być taką „naszą chwilą” w ciągu dnia. Całkowity spokój, wyciszenie, karmienie, bajka, chwila przytulania i odpłynięcie w błogi sen. Eheee, jeszcze nie zapomniałam tych wieczorów z usypianiem do 2-giej w nocy. Prób odłożenia do łóżeczka, które kończyły się głośnym rykiem i bujaniem od nowa. Na szczęście to też z czasem minęło. Ale karmień nieraz jest dwa a nieraz sześć. Spróbujcie się wyspać w systemie drzemek 40-minutowych.

Najczęściej po pierwszym lub drugim karmieniu Piotruś ląduje u nas w łóżku, bo tak wygodniej. Chyba, że jestem w nastroju na nocne spacery na linii sypialnia-jego pokój, albo on wyjątkowo ładnie śpi. Ale i tak nad ranem biorę go już do nas. Budzą mnie wtedy malutkie paluszki w moim oku, stopa na twarzy lub poranne jęczenie. Od razu milej zaczyna się dzień. Oczywiście o 5-tej.

Czasem mamy dobry dzień, płynnie przechodzimy od drzemek, przez jedzenie, zabawę do spaceru, potem znowu drzemka, zabawa, i tak miło leci czas do 16-stej, do powrotu taty. Potem to już z górki. Często jednak z niecierpliwością patrzę na zegarek, dzień wlecze się nieubłaganie, a u małego jak nie ząbki to inne marudzenie. Nosić nie, leżeć nie, bawić się nie, jeść tak, ale może jednak nie, i tak do wieczora.

Wyobraziłam sobie dziecko

Pocieszam się, że wyrośnie z Piotrusia facet z charakterem. Nie jakieś tam troki od kaleson, tylko prawdziwy facet, który potrafi krzyknąć, walczyć o swoje. Da sobie radę w życiu.

Dziecko ma charakter. Nie jest lalką, z którą można robić co się chce, przekładać z miejsca na miejsce, bo tak jest wygodnie. Coś lubi, czegoś nie. Nie zaśnie gdy nie jest śpiące i nie zje, gdy nie chce jeść. Ma potrzeby i zachcianki. Cechy, których nie zaprogramujesz. Trzeba je zaakceptować takim jakie jest, odkryć swoje metody, opracować własne tips and tricks i cieszyć się, bo zawsze mogło być gorzej.

Wyobrażałam sobie dziecko. Dziecko idealne. A mam moje. Jeszcze lepsze.

Wyobraziłam sobie dziecko

Wyobraziłam sobie dziecko

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo, Prywatnie
Minky – moja miłość

Jeszcze się doczekam

Zamknij