Usiąść i cieszyć się z życia

Wczoraj w kościele ksiądz przypomniał mi opowiadanie o zadowolonym rybaku. Może znasz, ale przytoczę.

Bogaty przemysłowiec z Północy poczuł niesmak widząc pewnego rybaka z Południa, spokojnie opartego o swoją łódź i palącego fajkę.
– Dlaczego nie wypłynąłeś łowić? – zapytał przemysłowiec.
– Bo już złowiłem dość na dzisiaj – odpowiedział rybak.
– Dlaczego nie łowisz więcej niż to konieczne? – nalegał przemysłowiec.
– A cóż bym z tym zrobił? – zapytał z kolei rybak.
– Zarobiłbyś więcej pieniędzy – padło w odpowiedzi. – Mógłbyś wtedy założyć motor do twojej łodzi, wypływać na głębsze wody i łowić więcej ryb. Wtedy też zarobiłbyś dość pieniędzy, by kupić sobie nylonową sieć, dzięki czemu miałbyś jeszcze więcej ryb i więcej pieniędzy.
Szybko zarobiłbyś i na drugą łódź i, być może, całą flotę.
Byłbyś wtedy bogaty tak jak ja.
– I co bym wtedy robił? – zapytał znowu rybak.
– Mógłbyś wtedy usiąść i cieszyć się z życia – odpowiedział przemysłowiec.
– A jak myślisz, co ja właśnie w tej chwili robię? – zapytał zadowolony rybak.

W tym krótkim opowiadaniu zawarta jest potężna mądrość. Dotyczy ona także nas – freelancerów. Nawet bardzo.

Usiąść i cieszyć się życiem
Jedną z moich ulubionych zalet freelancingu jest wolność. Wolność w sensie swobodnego dobierania zleceń, decydowania o godzinach pracy, możliwość zrobienia sobie wolnego w środku tygodnia i nieograniczona liczba dni urlopowych.

Gdy biznes dobrze się kręci, bierzesz zlecenie za zleceniem, bo żal odmówić. Chcesz ciągle więcej i więcej. Pracujesz od rana do nocy. Nie dosypiasz, nie dojadasz. Ale nie narzekasz, bo przecież kochasz swoją pracę. Pracujesz w weekendy i święta. Nie wyjeżdżasz na wakacje, bo nie możesz zostawić klientów nawet na dwa dni. Dzieci mijają Cię w przedpokoju gdy posuwistym krokiem przemieszczasz się do kuchni albo łazienki. Nie wyłączasz komputera, bo się nie opłaca. Ledwo widzisz, nie pomagają już nawet krople na zmęczone oczy. Totalna orka, ale trzepiesz kasę aż miło, więc jest fajnie.

Do czasu.

Taka harówka działa przez bardzo określony czas. Niedaleko, tuż za rogiem czai się wypalenie zawodowe. Kryzys. Nie da się pracować długodystansowo na pełnych obrotach. No i po co? Za czym tak gonić?

Przeszłaś na freelancing, bo chciałaś poczuć tę wolność. Chciałaś robić to co lubisz, nie zaliczać nadgodzin, tylko sama decydować o swoim czasie. Chciałaś trochę odpocząć od etatowego tempa. I co? Wpadłaś z deszczu pod rynnę. Zarywasz noce, żeby zdążyć przed deadlinem. Myślisz sobie, że jeszcze tylko trzy zlecenia i odsapniesz. Bo tyle masz planów, kasa jest potrzebna.

STOP.

Nie nakręcaj się. Raz na jakiś czas, gdy trafi się dobra passa, fajnie jest pocisnąć tak przez kilka dni czy tygodni. Po takiej serii zamkniętych dobrych zleceń człowiek czuje, że może góry przenosić. Poziom zadowolenia z siebie i swojego biznesu jest wysoko ponad skalą. Ale równowaga w przyrodzie musi być. Tyle poświęconej energii prędzej czy później odbije się na Tobie. Dlatego koniecznie pozwalaj sobie czasem na trochę luzu.

Pamiętaj, że życie to nie tylko praca. Jest jeszcze rodzina, przyjaciele, zabawa, czy zwykły relaks. Co jakiś czas trzeba naładować swoje akumulatory. Pięknie o odpoczynku mówił nasz papież Jan Paweł II. Podkreślał, że trzeba umieć odpoczywać. Tak naprawdę odpoczywać. Wsłuchać się w ciszę, w siebie. Słowo „odpocznij” odebrać jako „od-pocznij”. Od-pocznij czyli „od początku”. Zacznij od początku. Zatrzymaj się. Wycisz. Naładuj nową energią, zrelaksuj się, zrób coś, co sprawa Ci przyjemność. Nie goń bez sensu. Trzeba umieć dostrzec i docenić spokój w naszym życiu. Znaleźć swoją równowagę, tak by mieć czas cieszyć się życiem. Bo nie wiesz, kiedy będzie już za późno. Po co czekać z odpoczynkiem do emerytury, skoro można zwolnić już teraz?

Usiąść i cieszyć się życiem

Miliony kuszą. Wielka kariera, rozwój firmy, międzynarodowe oddziały, to wszystko wygląda zachęcająco. Ale czy na pewno tego chcesz? Czy nie zatracisz wtedy tego, co pchnęło Cię do zostania własnym szefem, panią swojego życia i czasu? Jeśli taki jest Twój cel – proszę bardzo. Ale nie na wariata. Większe pieniądze wcale nie oznaczają większego szczęścia. Można też powoli, w zgodzie ze sobą, bez poświęcania rodziny i przyjaciół. Lepiej tak, niż skończyć ze swoimi milionami w samotności.

W swojej karierze miałam też takie momenty pracoholizmu, jeszcze na studiach. Zarywałam noce, pracowałam w każdej wolnej chwili i oczywiście w weekendy. Ale nie miałam wtedy innych większych zobowiązań. Miałam za to jasny cel – zebrać kasę na założenie działalności, na sprzęt, oprogramowanie. Dodatkowo organizowaliśmy wtedy nasz ślub i wesele, więc każda kasa miała znaczenie. Ale teraz, odkąd mam dom, rodzinę, wiem co jest najważniejsze. Wolę poświęcić czas na zabawę z synem niż pracować więcej niż jest to konieczne. A gdy Piotruś drzemie, często wybieram kawę i książkę zamiast laptopa.

Mówi się, że „jeżeli robisz to, co kochasz – nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu”. Niby tak, ale jednak nadal jest to praca, obowiązek. Czasem trzeba umieć się od niej odłączyć. Odpocząć. Tak na prawdę od-począć. Usiąść i cieszyć się z życia.

Usiąść i cieszyć się życiem

Usiąść i cieszyć się życiem

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Kariera
8 zabójców produktywności freelancera

Jak powstrzymać się od pracy na urlopie

Zamknij