Rozszerzanie diety – dlaczego warto poczekać?

Co chwilę trafiam w internecie na zrozpaczone wołania matek: „Moje dziecko nie chce nic jeść, ani marchewki, ani ziemniaka, ani schabowego, próbowałam już wszystkiego, pomóżcie! Ma 3.5 miesiąca”.
I bardzo dobrze, że nie chce.

Według aktualnych zaleceń WHO rozszerzanie diety niemowlaka powinno nastąpić dopiero po skończeniu przez niego 6 miesięcy. Wśród matek panuje jednak silne przekonanie, że mogą zacząć to robić już w czwartym czy nawet trzecim miesiącu. Taka wersja była utrzymywana przez kilka lat, ale po przeprowadzeniu kolejnych badań okazało się, że dopiero półroczne dziecko jest na to gotowe.

Rozszerzanie diety jest stopniowym procesem odstawiania od mleka matki lub mleka modyfikowanego do momentu, aż całkowicie zastąpią je pokarmy stałe. Proces ten trwa co najmniej pół roku, ale może zająć też kilka lat (szczególnie przy karmieniu piersią). Wszystko w swoim tempie, zgodnie z intuicją swoją i dziecka. Początki podawania stałych pokarmów to tylko uzupełnienie mlecznej diety. Dlatego pokarmy wprowadzamy stopniowo, nie przeskakując od razu do 5 warzywnych posiłków dziennie.

Rozszerzanie diety - dlaczego warto poczekać?

Dlaczego nie zaczynać wcześniej?

  • Pokarmy stałe nie są tak obfite w kalorie i wartości odżywcze, jak mleko matki czy modyfikowane. Dla małego, kilkumiesięcznego brzuszka najlepszym źródłem składników odżywczych jest dobrze przyswajalne, skoncentrowane mleko.
  • Układ pokarmowy nie jest jeszcze gotowy. Nie potrafi trawić wszystkich składników ze stałych pokarmów, więc przechodzą one przez niego nie odżywiając dziecka.
  • Maleje apetyt na mleczne posiłki. Jeśli rozszerzamy dietę za wcześnie, dziecko najada się, przez co je mniej mleka i dostaje mniej wartości odżywczych. Nie wspominając już o negatywnym wpływie tego na laktację.
  • Niedojrzały układ immunologiczny. Niemowlęta otrzymujące za wcześnie stałe pokarmy są bardziej narażone na infekcje i alergie, bo ich układ immunologiczny nie jest jeszcze dobrze rozwinięty.

Ale na słoiczku pisze, że można go podać od 4 miesiąca

Bo tak było kiedyś. Według zaleceń z lat 90-tych wiekiem odpowiednim do podawania stałych pokarmów był czwarty miesiąc. W 2003 roku podniesiono tę granicę do szóstego miesiąca. Nie towarzyszyła jednak temu żadna zmiana prawna ani obowiązek umieszczenia odpowiedniej informacji na słoiczkach. Dlatego też producenci mają tutaj wolną rękę. Pisząc, że dany słoiczek można podać już w czwartym miesiącu, trafiają do nieświadomych matek, które tylko czekają, żeby dać dziecku wreszcie coś „normalnego” do jedzenia. Czysty marketing.

Rozszerzanie diety - dlaczego warto poczekać?

Presja starszego pokolenia

Starszemu pokoleniu z mojego otoczenia ciężko jest przetrawić informację, że Piotruś jest cały czas tylko na mleku. Bo nam mamy przecież już w trzecim miesiącu podawały zupki i startą marchewkę, z resztą i tak nie miały już mleka. Może i miałyby je dłużej, gdyby nie chore zalecenia, żeby karmić dzieci z zegarkiem w ręku, co 3 godziny, a nie na żądanie. Nie rozumiano wtedy, że dziecko musi być przystawiane jak najczęściej, tak by utrzymać laktację na wysokim poziomie. Ograniczając czas spędzany przy piersi i pilnowanie godzin przystawiania co do minuty powodowało mniejszą produkcję mleka. Dzieci gorzej się rozwijały, wolniej rosły. Matki przechodziły więc na mleko modyfikowane. Wiadomo jednak było, że mleko modyfikowane nie jest idealnym substytutem mleka matki. Produkty te nie były tak dopracowane jak teraz, dzieci częściej chorowały, a przygotowanie posiłku było czasochłonne i skomplikowane. Dlatego lekarze i autorzy poradników uznali, że dobrze będzie zachęcać do karmienia piersią od urodzenia, ale w połączeniu z rozszerzaniem diety o pokarmy stałe w momencie, gdy mleko matki zacznie zanikać. A oczywiście zanikało najczęściej już po 2-4 miesiącach karmienia według zegarka, a nie według potrzeb dziecka. Szczególnie popularnymi posiłkami na start stały się kaszki i biszkopty, oparte na zbożach, więc dzieci szybko przybierały na wadze. Cieszyło to rodziców, bo tłuściutkie dziecko było oznaką zdrowia. Przez ten błędny łańcuch wczesne rozszerzanie diety wpisało się mocno w powszechne realia.

Zalecenia WHO oparte są na ciągle prowadzonych badaniach. Niektórzy mówią, że organizacja ciągle zmienia zdanie, raz każą rozszerzać dietę od trzeciego, raz od szóstego miesiąca, nam rodzice rozszerzali od trzeciego i jakoś żyjemy. No tak, jednemu dziecku nic od tego nie będzie, ale drugie może mieć już potem problemy z brzuszkiem. Pojawiają się nowe metody badań, nauka idzie cały czas do przodu, stąd te zmiany. Każda matka chce dobrze dla swojego malucha, często po prostu nie jest świadoma tych zaleceń. Półki sklepowe uginają się od posiłków gotowych dla czteromiesięczniaków, to czemu nie spróbować.

My czekamy. Jeszcze około miesiąc i zaczniemy rozszerzać z BLW. Ten szósty miesiąc też nie jest twardą granicą, bo zaczniemy, jak Piotruś będzie już w miarę stabilnie siedział. Na razie daję mu czasem do polizania marchewkę czy jabłko. Prawdziwą zabawę zaczniemy niedługo, a on, uzbrojony w zęby już się czai, żeby buchnąć mi jedzenie sprzed nosa ;)
Nie ważne, co wybieracie – BLW czy słoiczki, ważne, żeby z głową. Nie ma pośpiechu :)

Rozszerzanie diety - dlaczego warto poczekać?

Rozszerzanie diety - dlaczego warto poczekać?

Rozszerzanie diety - dlaczego warto poczekać?

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo
Jak podróże to tylko we trójkę

Chusta – bez ideologii proszę!

Zamknij