Kura domowa z ambicjami

„Kura domowa” to bardzo pejoratywne określenie. Tak, jakby zostanie z dzieckiem i zajmowanie się domem było jednocześnie rezygnacją z jakiegokolwiek życia. Schodzimy do najniższego poziomu w hierarchii społecznej, nie mamy prawa głosu, mąż przynosi pieniądze, a my zajmujemy się domem i dziećmi. Taki stereotyp.

Kurą domową można zostać na różne sposoby. Najlepiej jest być kurą luksusową. Zostanie nią jest bardzo kuszące. Wystarczy znaleźć męża, który zarabia piękną pięciocyfrową kwotę i żona może ograniczyć swoje ambicje do decyzji koloru na paznokciach w tym tygodniu. Życiowe problemy pojawiają się gdzieś między shoppingiem a kosmetyczką. Po takim dopieszczeniu nawet ząbkowanie u dziecka lepiej się znosi, szczególnie gdy stać ją na nianię.

Tradycyjna kokoszka to przypadek najczęściej spotykany. Małżeństwo ze średniej klasy społecznej, zarobki w okolicy średniej krajowej, matka zrezygnowała z pracy, bo bez sensu zarabiać tylko na żłobek i spełnia się w tej roli. Skończyła studia, gdzieś tam pracowała, więc nie przekreśla swojej przyszłości zawodowej, świadomie decydując się na tę lukę w CV. Ciężko będzie nadrobić, ale może się uda.

Są jeszcze kurki, dla których to jedyna przewidziana rola. Tak było przez pokolenia, na to się nastawiały, nie szukają szczęścia w świecie tylko dumnie wychowują swoją gromadkę. Obiad zawsze na 16-stą, w niedzielę domowe ciasto, dzieci dopilnowane, mąż dumnie utrzymuje rodzinę, wszystko w idealnej równowadze.

Wygodne takie życie. Nie trzeba myśleć o pracy, o szefie, błagać o urlop i podwyżki. „Jestem matką i panią domu”, brzmi dumnie, wszystko usprawiedliwione. Dzieci też ktoś musi wychować i nie jest to łatwa praca. Ale czy można tak rezygnować z ambicji? Jakichkolwiek? Dzieci rosną, nie zawsze trzeba będzie im wycierać gluty. Po pierwszym pojawi się drugie, potem trzecie, ale i to odliczanie kiedyś się kończy. I co wtedy?

Kura domowa z ambicjami

Luksus może nigdy się nie znudzi, o włosy i paznokcie trzeba dbać do końca. Temat do ploteczek przy kawie też się zawsze znajdzie. A jakby tak wykorzystać tę idealną, stabilną sytuację finansową i spróbować założyć jakiś biznes? Jak się nie uda, to mąż szybko stan konta nadrobi. Zero ryzyka. Praca na etacie, gdy nie trzeba, może nie jest kusząca. Ale bycie seksowną businesswoman na poziomie już chyba tak ;)

Życie „tradycyjnej” kury domowej też nie ogranicza się do domowych kilkudziesięciu metrów. Bardzo prawdopodobne jest, że po zaznaniu uroków macierzyństwa ciężko o chęci do powrotu na etat. Żal po roku zrezygnować z towarzystwa słodkiego maleństwa na rzecz wyścigu szczurów za marną kasę. Ale siedzenie w domu nie musi oznaczać braku ambicji. Nie jest powiedziane, że nie zatęsknisz jeszcze za pracą. Może więc poświęcić ten czas na samorozwój? Jest masa kursów internetowych, darmowych i płatnych, dzięki którym zamiast luki zawodowej w CV pojawią się nowe szkolenia i certyfikaty. Wiem, że zajmowanie się małym dzieckiem to praca na pełen etat, ale da się wygospodarować chwilę dla siebie. Można więc czasem przeznaczyć to na coś ambitnego.

Gorzej mają te kury domowe z powołania. One nie czują takiej potrzeby samorozwoju, nie w głowie im kariera i wielki świat. Ale bycie taką panią domu też nie musi kończyć się na dzieciach. Nie możesz zapominać o sobie. Znajdź jakąś pasję, coś co Cię kręci. Nie dla kasy, a dla siebie. Chociaż zarabianie na pasji to dopiero frajda. Ale wystarczy, że będziesz miała jakąś odskocznię. Maluj, rysuj, pisz wiersze, załóż bloga, rób zdjęcia, szyj, dziergaj, chodź po lumpeksach i sprzedawaj używane ciuchy na Allegro, cokolwiek! Próbuj nowych rzeczy, nigdy nie wiadomo co Ci się spodoba. Masa babskich biznesów powstała na urlopach macierzyńskich.

Może to kwestia wychowania, może stylu życia, ale ja nie wyobrażam sobie nie robić NIC. Nic poza wychowywaniem dziecka oczywiście. Zawsze coś kombinowałam, zawsze szukałam sposobu, żeby trochę dorobić. Nawet jak nie musiałam. To uczucie, gdy osiągasz jakiś sukces, nawet niewielki, ale własnymi siłami, działa jak narkotyk. Chcesz więcej i więcej, chcesz się rozwijać, próbować czegoś nowego, zdobywać świat! ;) Codziennie wieczorem pojawiają mi się w głowie pomysły, z których rano połowa okazuje się bez sensu. A połowa tej sensownej połowy i tak nie wypala. Ale bez prób i błędów nigdzie nie dojdziesz.

Zasłanianie się byciem matką jest wygodne. To takie piękne, że poświęcasz swoje ambicje i chcesz spędzić jak najwięcej czasu z dzieckiem. Ale jedno nie wyklucza drugiego. Nie rezygnuj z siebie, bo nim się obejrzysz, wylądujesz na kanapie w ufajdanym dresie, z wiszącą na brzuchu oponką i tłustymi włosami, bo po co się stroić. Szukaj w sobie pasji, ambicji, czegoś, co da Ci powera. Rozwijaj się, doszkalaj, nigdy nie wiadomo, co się w życiu przyda. Próbuj, nie bój się. Jak nie wyjdzie, to trudno, spróbujesz czegoś innego.

Na wszelki wypadek podkreślę, że nie chcę obrazić żadnej kobiety zajmującej się domem i dziećmi :) Tym w luksusie zazdroszczę, do tych „tradycyjnych” sama po części należę, a dla tych z powołania wielki szacun. Wszystkie jesteście cudowne.

Bycie kurą domową jest fajne. Ale bycie kurą domową z ambicjami jest jeszcze lepsze. Spróbuj. Co ci szkodzi? Mówię Ci to ja – kura na freelansie ;)

Kura domowa z ambicjami

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Rozwój
Nie potrzebujesz aprobaty innych

16 cytatów, które sprowokują Cię do działania

Zamknij