Chusta – bez ideologii proszę!

Wokół tematu chust wciąż rodzą się, moim zdaniem zbędne, dyskusje. Kilkumetrowy kawałek materiału, a wzbudza tak wiele kontrowersji. Często chustonoszenie zdaje się być wyrazem pewnego światopoglądu. Skrajne zwolenniczki trakturą ją jako jedyną słuszną drogę. Znowu zagorzałe przeciwniczki doszukują się w niej dowodów szkodzenia dziecku, uzależnienia go od matki i zostania ciapowatym maminsynkiem.

Faktem jest, że korzystanie z chusty ułatwia życie. O wiele prościej jest podołać codziennym obowiązkom z zamotanym w chustę dzieckiem, niż robić wszystko w pośpiechu, na raty, słuchając jęków znudzonego niemowlaka, którego drzemki jak zwykle są za krótkie. Zamotany w chustę zainteresuje się otoczeniem, nauczy się czegoś nowego, a nawet się zdrzemnie. Równie dobrze można przekładać dziecko z miejsca na miejsce w nosidełku czy leżaczku, żeby obserwowało z odległości, co robimy. Tylko takie leżenie szybko może się znudzić, no i nie jest to praktyczne w większym domu.

Noszenie bezapelacyjnie ma dobry wpływ na więź z rodzicami. Przytulanie, głaskanie, całowanie, wszystko to jest dla dziecka dowodem rodzicielskiej miłości. I o to noszenie właśnie chodzi. Wbrew głupim uwagom „nie noś, bo się przyzwyczai”.
Trzymanie dziecka na rękach przez pół dnia jest jednak niewykonalne bez rezygnacji z zajmowania się domem czy poświęcaniu się przyjemnościom. Dlatego z pomocą przychodzą chusty i nosidła, które są zwyczajnie ułatwieniem i wygodą dla rodziców. Wiadomo, nie każdy niemowlak potrzebuje zapewnienia bliskości przez kilka godzin dziennie. Są takie egzemplarze, które najlepiej zostawić na macie, w łóżeczku czy wózku i zwyczajnie nie przeszkadzać (Tak Madziu R., to o Twojej Zosi ;) ). Ale zdecydowana większość dzieci, na czele z moim, to pieszczochy. I mają do tego święte prawo. Na etapie niemowlęcym, gdy poznają świat, potrzebują oparcia, schronienia przed bodźcami i ciepła matczynego ciała, bo matka to ich cały świat. Innego nie znają.

Chusta - bez ideologii proszę

Nie każdy skupia się na tych głębszych, emocjonalnych przesłankach chustonoszenia. Wielu rodziców patrzy zwyczajnie na praktyczną stronę. Dziecko chce być noszone, więc żeby nie być uwiązanym ładują je w chustę lub nosidło i mają spokój. I już. Zero teorii i światopoglądowych bajek.

Chusta jest tylko narzędziem. Nie jest jedynym wyznacznikiem bliskości z dzieckiem, ale narzędziem, które to ułatwia. Nie gwarantuje udanego rozwoju niemowlaka i pozytywnego przebiegu tworzenia więzi, której nie byłoby bez chusty. Nie można postrzegać jej jako synonimu rodzicielstwa bliskości. Zarówno rodzice pchający wózek, jak i korzystający z chusty, mają rację. Obydwa sposoby powinny być uznawane jako równoznaczne alternatywy sprawowania opieki nad dzieckiem.
Dlaczego nie roztrząsa się tematu wożenia dziecka w wózku? Nikt nie zastanawia się, czy jest to dobre dla zdrowia, czy nie spłaszcza mu się przy tym główka, czy nie jest mu za luźno i czy nie wpływają negatywnie na niego wstrząsy podczas trasy. Wózek pojawił się w cywilizacji znacznie później niż noszenie. To te cztery kółka na dobrą sprawę powinny stać się tematem kontrowersji. A to właśnie chusta osiąga charakter sygnału światopoglądowego dla otoczenia. Mimo że tak naturalna i występująca w rejonach świata najmniej dotkniętych cywilizacją.

Chusta - bez ideologii proszę!

Decyzja o zamotaniu dziecka w chustę powinna być na tym samym poziomie, co decyzja o zapisaniu się na kurs masażu dla niemowląt, wybór między jednym a drugim fotelikiem, czy zielonymi lub niebieskimi śpioszkami. Coś zwyczajnie naturalnego. Chusta istnieje OBOK wózka, nie ZAMIAST. Gdy idę gdzieś, gdzie wiem, że dla wózka będzie za ciasno – wybieram chustę. Gdy chcę pospacerować w parku, biorę wózek. Gdy idę do znajomych, mieszkających na czwartym piętrze bez windy, biorę chustę. Bo tak jest zwyczajnie wygodnie.

Dlatego bez sensu jest doszukiwanie się wielkich ideologii w chustonoszeniu. To nie chusta ma niesamowicie dobry wpływ na rozwój dziecka, a bliskość. Po co więc tyle hałasu wokół tego „kawałka szmaty”? Po co te wszystkie akcje, szkolenia, warsztaty, specjaliści? Ano po to, żeby nie szkodzić. Wszystkiego trzeba się nauczyć, do wszystkiego trzeba się przekonać. Źle zawiązana chusta może szkodzić dziecku. Dlatego trzeba się jej nauczyć. Tak samo jak musisz zaliczyć kurs prawa jazdy, żeby nie być zagrożeniem na drodze czy obejrzeć kilka filmików na YouTube zanim zrobisz perfekcyjne sushi. Chodzi o praktykę i propagowanie prawidłowych technik korzystania z chusty jako narzędzia bliskości.

Chusta - bez ideologii proszę

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo
Ach śpij kochanie…

Zrobiłam sobie prezent na Dzień Matki

Zamknij