Ach śpij kochanie…

… gwiazdkę z nieba, jeśli chcesz, dostaniesz.
I tak 40 razy.
Codzienność.

Usypianie to jedna z moich najmniej lubianych okołodzieckowych czynności. Teraz to i tak jest poezja, bo synek się unormował i zasypia z reguły między 20 a 21. Ale swoje wyśpiewać trzeba. Po kilkunastu zwrotkach moja kołysanka daleka jest od śpiewania z czułością, jaką widać w reklamach. Już nawet nie myślę o tym, co śpiewam.

Schemat mam jeden – czytamy bajeczkę, karmię, odkładam do łóżeczka, śpiewam, Piotruś przytula się do pieska i śpi.
W teorii.
Bo w praktyce ostatnio wygląda to tak: czytamy bajeczkę, karmię, odkładam, śpiewam, marudzi, że jeszcze głodny, wyciągam, karmię, odkładam, śpiewam, wyciągam, jeszcze dokarmiam, zasypia przy jedzeniu, odkładam, niczym ninja, bezszelestnie wyciągając rękę spod jego głowy.
Śpi.
Ale nie chcę, żeby zasypiał przy jedzeniu, tylko w łóżeczku. Więc nie poddaję się i kolejnego dnia znowu – bajeczka, karmienie, odkładam, śpiewam, wyciągam, karmię, zasypia przy jedzeniu, odkładam śpiącego, budzi się, wyciągam, chwilę bujam zanim się całkiem rozbudzi, odkładam, śpi. No błędne koło. Dziecko się zepsuło i nie chce zasnąć samo w łóżeczku.

Noce to i tak pikuś, lepsza zabawa jest w dzień. Najlepszym pewniakiem do drzemki jest chusta. Rzadko zdarza się, żeby Piotruś w niej nie usnął. Jednak nie chcę, żeby spał tylko w chuście, w końcu po coś jest ten leżaczek, wózek, łóżeczko czy chociażby kanapa. Kiedyś zasypiał bez problemu, teraz nie jest to takie proste. Ziewa, marudzi, że jest śpiący, no to odkładam do wózka i bujam, jeżdżę w te i z powrotem, kołyszę, bujam, jeżdżę, bujam, mija pół godziny, nadal bujam, jeżdżę, kołyszę, mija godzina, bujam, no dupa. I znowu kończy się na bujaniu na rękach i próbie najdelikatniejszego na świecie odłożenia, które zwykle kończy się pobudką natychmiastową lub po pięciu minutach, kiedy już zdążę odtańczyć wewnętrzny taniec radości.

Na szczęście mam chustę kółkową. Idealna do odkładania uśpionego dziecka. Tak wszyscy mówili. To ładuję w chustę, usypia i teraz dylemat – odłożyć, czy trzymać śpiącego. W końcu nie jest mi źle, dziecko śpi, czego chcieć więcej. No ale chciałam, żeby nie spał w chuście tylko w wózku. To odłożę. Ale co jak go obudzę? Przecież tak smacznie śpi. No dobra, próbuję. I udaje się w 3 na 4 przypadkach. Ten jeden fail oczywiście wtedy, gdy już jestem na skraju wytrzymałości nerwowej.

Będąc w ciąży myślałam, że usypianie to jeden z najfajniejszych rytuałów. Przytulanie, śpiewanie kołysanek, buziak na dobranoc, dziecko pyk na boczek i odpływa w błogi sen. Miało być tak pięknie. Miałam codziennie siedzieć na tarasie z książką, popijając kawkę i nogą kołysać wózek, w którym smacznie śpi sobie Piotruś. Zderzenie z rzeczywistością okazało się dosyć bolesne, mam nadzieję, że się Piotruś w tym temacie trochę ogarnie. Ma już w końcu cztery miesiące, to już nie wiek na takie wygłupy ;) Ze spowijania wyrósł, a szum go uspokaja ale nie usypia. Na spacerze też oka nie zmruży. Taki to już jest ten mój urwis.

Ach śpij kochanie

Ach śpij kochanie

Ach śpij kochanie

Macie jakieś złote rady na codzienne drzemeczki? Chętnie wysłucham ;)

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo, Prywatnie
Zrobiłam sobie prezent na Dzień Matki

Aktualna lektura – WB 5

Zamknij