Czy warto chodzić do szkoły rodzenia?

Kiedyś tego nie było. Wiedza na temat ciąży, rodzenia i wychowywania dzieci była przekazywana z pokolenia na pokolenie przez matki, babcie i ciocie. Poza tym każda z nas teoretycznie ma instynkt macierzyński, który powinien „zatrybić” w odpowiednim momencie. Jednak co, jeśli to za mało? Jeśli na myśl o samym porodzie robi Ci się słabo, a wizja zostania sam na sam z dzieckiem zwyczajnie Cię przeraża? W takiej sytuacji warto skorzystać ze szkoły rodzenia.

Większość szkół rodzenia jest niestety prywatna, trzeba więc sobie za tę przyjemność zapłacić. W większych miastach ok. 400zł, w mniejszych 150-200zł. Wiem, że w Warszawie jest kilka takich placówek, z których można skorzystać za darmo, gdy jest się zameldowanym w stolicy. Warto więc dokładnie przejrzeć ofertę w swoim mieście, szkoły rekomendowane przez szpitale i zbadać wszystkie dostępne możliwości, bo po co płacić, jeśli można nie płacić ;) Ja skorzystałam ze szkoły prywatnej, polecanej przez mojego lekarza i prowadzonej przez doświadczoną położną ze szpitala, w którym chcę rodzić. Istnieje teraz cień szansy, że z tych 40 położnych w szpitalu trafię akurat na tę, która mnie skojarzy :D

Mimo ogólnej otwartości ludzi w dzisiejszych czasach, ciągle można spotkać się z podejściem w stylu „po co mi szkoła rodzenia, przecież to wszystko instynktowne, każda matka to potrafi”. No tak. Ale jeśli nie miałaś bezpośredniej styczności z tak malutkim dzieckiem, nigdy w życiu go nie przewijałaś, nie kąpałaś czy nawet nie brałaś na ręce, to nie zaszkodzi co nieco dowiedzieć się na ten temat, bo mimo dobrych chęci przerażenie może przerosnąć instynkt macierzyński.

Sama od początku ciąży wiedziałam, że będę chciała skorzystać ze szkoły rodzenia. Nie chodzi nawet tylko o praktyczną naukę „obsługi” niemowlaka, ale o dostęp do rzetelnego źródła wiedzy na temat porodu, połogu, karmienia piersią i pielęgnacji noworodka. Wiadomo, że źródeł wiedzy jest masa – internet, książki, gazety, fora internetowe. Ale każda książka, gazeta czy portal podaje swoją wersję, informacje różnią się od siebie, są zależne od autorów i sponsorów, nie wiadomo już czego się trzymać. Natomiast bezpośredni kontakt z położną, szczególnie jeśli jest to położna ze szpitala, w którym chcę rodzić, rozwiewa masę wątpliwości! Dla takiej niezależnej osoby nie jest ważne, żeby wcisnąć nam jak najwięcej produktów Johnson’s Baby, tylko żebyśmy rzeczywiście umiały zająć się naszymi maleństwami, przy użyciu jak najmniejszej ilości specyfików, które coraz częściej uczulają.

Zalet, które daje szkoła rodzenia jest wiele, dla mnie najważniejsze to:

  • rzetelne źródło wiedzy
  • rozwianie wątpliwości i uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania
  • dokładny opis porodu, bez owijania w bawełnę, zbędnego dramatyzowania czy idealizowania tego momentu
  • wiedza na temat porodu w konkretnym szpitalu – jak to wygląda, ile jest porodówek, łóżek, czy jest wanna, jakie są warunki, co trzeba ze sobą wziąć, co jest na miejscu, itp.
  • praktyczne wskazówki co robić, gdy się zacznie ;)
  • czynny udział męża w pozyskiwaniu tej wiedzy
  • ćwiczenia oddechowe i wskazówki dotyczące radzenia sobie z bólem porodowym
  • praktyczne ćwiczenia z pielęgnacji noworodka – ubieranie, kąpanie, przystawianie do piersi, pierwsza pomoc
  • porady dotyczące samej wyprawki – jak nie zginąć wśród tysięcy produktów

Ogromnym plusem szkoły rodzenia jest zaangażowanie męża/partnera do samej ciąży i porodu. Może nie każdy, ale mój osobisty mąż teoretycznie interesował się ciążą, jednak cała fizjologia i psychologia tego stanu była dla niego abstrakcją. To samo z porodem i połogiem – wiedział, że dziecko ma ze mnie wyjść, wiedział, że pewnie nie będę zaraz po tym w pełni sił witalnych, ale co tam się dokładnie dzieje, to już niekoniecznie ;) Zdobycie konkretnych informacji nieco go przeraziło, ale jednocześnie uspokoiło, bo będzie wiedział co się ze mną dzieje i co może dla mnie w danym momencie zrobić. Jest jeszcze jedna ważna dla mnie zaleta – położna jest tutaj autorytetem. Dlatego wszystko, co ona powie, dla mojego męża jest teraz święte :D Jak położna każe jeść warzywa i ciemne pieczywo – mąż leci do sklepu po chleb z ziarnami i reklamówkę warzyw. Jak położna mówi, że nie powinnam myć okien i wieszać firanek – mąż łapie za ścierkę. Cudowna kobieta ;)

Oczywiście nie uważam, że każda ciężarna powinna koniecznie przejść przez szkołę rodzenia. Ma to sens w sumie tylko przy pierwszym dziecku, bo przy drugim to już powtórka. Często niektóre z Was mają stały kontakt z niemowlakiem, bo mają siostrzeńca, bratanka czy inne dziecko w pobliżu i znają wszystko z pierwszej ręki. Jednak jeśli macierzyństwo i poród budzi w Was jakikolwiek lęk, wątpliwości, czy po prostu chcecie zaangażować do tego swojego partnera, to zdecydowanie polecam. Może to być też tajna broń, gdy chcecie mieć poród rodzinny, a mąż się przed tym broni – jak już dowie się, co go czeka na tej porodówce i jakim będzie dla Was wsparciem, to może mu się odmieni :)

Bardzo fajny jest również kontakt z innymi ciężarnymi. Można wymienić się opiniami na temat konkretnych produktów, pogadać z kimś w podobnej sytuacji, a może nawet zawrzeć dłuższą znajomość, dzięki której będzie można chodzić na wspólne spacerki z dziećmi. Dla mnie te zajęcia okazały się mieć ogromne znaczenie. Wcześniej sam poród mnie przerażał. Teraz, gdy wiem jak to wygląda, nie tylko przestałam się bać, ale i nie mogę się go doczekać :) Taki spokój wewnętrzny zdecydowanie jest wart poświęcenia tych kilku godzin.

A Wy korzystałyście ze szkoły rodzenia? Jakie są Wasze wrażenia?

Zdeklarowana freelancerka - Surface Pattern Designer. Prywatnie szczęśliwa żona i mama. Wyciskacz doby i ogarniacz chaosu.

Poprzedni wpis
Kolejny wpis
Więcej w Macierzyństwo
Wybór wózka wielofunkcyjnego

Razem na froncie kolejkowej rewolucji

Zamknij